Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu
Kuchnia tajwańska – czego warto spróbować?
Kuchnia tajwańska to jedna z najciekawszych kuchni Azji Wschodniej, choć rzadko mówi się o niej osobno. Na Tajwanie spotkały się przepisy rdzennych ludów wyspy, chłopów z chińskiej prowincji Fujian, Hakka, japońskich kolonistów i żołnierzy, którzy w 1949 roku przypłynęli z kontynentu. Każda z tych grup zostawiła na tajwańskich stołach coś trwałego: duszone mięso, tempurę pod zmienioną nazwą albo pierożki z bulionem. Z tej mieszanki narodziła się też zupa z wołowiną, dziś nieoficjalne danie narodowe.
Jedzenie na Tajwanie najlepiej poznaje się w ruchu. Śniadanie zjada się w barze z mlekiem sojowym, obiad w jadłodajni z jednym daniem na karcie, a wieczór spędza się na nocnym targu, przechodząc od straganu do straganu. Porcje są małe, więc w jeden wieczór da się spróbować kilku potraw.
Przygotowaliśmy dla Was przewodnik po tych smakach. Najpierw opowiemy, jak kształtowała się kuchnia wyspy i czym się wyróżnia. Potem podpowiemy, co jeść o różnych porach dnia i jak odnaleźć się na nocnym targu. Na koniec przedstawimy dania, od których warto zacząć – od zupy z wołowiną po słodkie kulki z mąki ryżowej.
Historia kuchni tajwańskiej
Najstarszą warstwę tajwańskiej kuchni tworzą ludy austronezyjskie, które zamieszkiwały wyspę na długo przed przybyciem Chińczyków. Uprawiały proso i taro, polowały w górach i łowiły ryby. Ich tradycje przetrwały przede wszystkim w górskich wioskach i na wschodnim wybrzeżu, gdzie wciąż można zjeść dzikie warzywa, wędzone mięso i ryż gotowany w bambusie.
Od XVII wieku na wyspę przybywali osadnicy z południa Fujianu, a później także Hakka. To oni ukształtowali codzienną kuchnię Tajwanu. Rozwinęli uprawę ryżu, przywieźli wieprzowinę duszoną w sosie sojowym i zamiłowanie do owoców morza. Ze skrobi ze słodkich ziemniaków do dziś robi się ciasto na kluski ba wan i zaprawę do omletu z ostrygami. Wiele potraw nosi nazwy w języku tajwańskim (hokkien), a nie w mandaryńskim – stąd na kartach dań zapisy w rodzaju „o-a-tsian”.
W latach 1895–1945 Tajwan był japońską kolonią. Japonia zostawiła na wyspie zamiłowanie do pudełek bento, sashimi i zupy miso, a także nową odmianę ryżu, uprawianą do dziś. Z południa Japonii przyszły też smażone placki rybne, które Tajwańczycy nazywają tian bu la – od japońskiego słowa „tempura”. Więcej o smakach, które inspirowały wyspę, piszemy w przewodniku po kuchni japońskiej.
Przełomem był rok 1949. Po przegranej wojnie domowej rząd Kuomintangu wycofał się na Tajwan, a razem z nim przybyło ponad milion żołnierzy i cywilów z niemal wszystkich prowincji Chin. Przywieźli pierożki z Szanghaju, pikantne pasty z Syczuanu oraz makarony i placki z północnych prowincji, m.in. z okolic Pekinu. W osiedlach wojskowych powstały dania, których wcześniej nie było ani na wyspie, ani na kontynencie – z zupą z wołowiną na czele. Regionalne tradycje, z których czerpali, opisujemy w tekstach o kuchni chińskiej i kuchni Pekinu.
W drugiej połowie XX wieku, w czasie szybkiego wzrostu gospodarczego, rozkwitły nocne targi i sieci herbaciarni. W latach 80. na Tajwanie wymyślono herbatę z kulkami tapioki, która potem podbiła cały świat. W 2019 roku przewodnik Michelin wyróżnił w Tajpej 24 stoiska z nocnych targów w kategorii Bib Gourmand, przyznawanej za dobre jedzenie w przystępnej cenie. Kuchnia ulicy stała się w ten sposób wizytówką kraju.
Czym charakteryzuje się kuchnia tajwańska?
Podstawą są ryż, wieprzowina, owoce morza i warzywa. Wyspa leży w strefie podzwrotnikowej i zwrotnikowej, więc przez cały rok nie brakuje owoców: mango, ananasów, liczi czy guawy. Morze dostarcza ostryg, kałamarnic i ryb, z których robi się także pasty i placki. Smak jest zwykle łagodniejszy niż w kuchni syczuańskiej czy hunańskiej. Tajwańczycy lubią połączenie słonego ze słodkim: sos sojowy z odrobiną cukru, słodko-słony sos do omletu, cukier w marynacie do mięsa. Ostrość zwykle dodaje się osobno – w postaci pasty chili na stole, po którą sięga się według uznania. Najważniejszą techniką jest duszenie w sosie sojowym z przyprawami, po tajwańsku nazywane „lu”. Tak przygotowuje się wieprzowinę, jajka, tofu i podroby. Równie często gotuje się na parze, smaży w głębokim tłuszczu i szybko smaży w woku. Zamiast jednego dużego posiłku często je się kilka mniejszych. Właśnie małe porcje, po chińsku „xiaochi”, najlepiej opisują ten styl jedzenia. Na nocnym targu nie zamawia się obiadu, lecz kolejne przekąski: miseczkę zupy, pieróg, szaszłyk, napój.
Co warto zjeść, będąc na Tajwanie?
Dzień na Tajwanie zaczyna się wcześnie – i bardzo często zaczyna się od jedzenia. Gdy w Polsce śniadanie kojarzy się z kanapką, owsianką czy jajecznicą, tutaj poranek może rozpocząć się od miseczki gorącego mleka sojowego, chrupiącego placka albo smażonego youtiao. Bary śniadaniowe otwierają się o świcie, a niektóre działają nawet przez całą dobę, więc na jedzenie można zatrzymać się niemal o każdej porze. Co wybrać? Jednym z najbardziej charakterystycznych tajwańskich śniadań jest doujiang, czyli świeże mleko sojowe, dostępne zarówno w wersji słodkiej, jak i wytrawnej. Ta druga może zaskoczyć – mleko sojowe jest ścinane za pomocą octu, a następnie doprawiane sosem sojowym, olejem sezamowym, suszonymi krewetkami czy warzywami. Do tego koniecznie warto spróbować shaobing – chrupiącego, warstwowego placka posypanego sezamem, często wypełnionego jajkiem lub innymi dodatkami. Popularnym wyborem jest również youtiao, czyli długi, smażony na głębokim oleju paluch z ciasta. Z zewnątrz złocisty i chrupiący, w środku lekki i puszysty, często maczany jest w mleku sojowym albo wkładany do innych dań. Jeśli wolicie coś bardziej przypominającego naleśnik, zamówcie dan bing – cienki placek z jajkiem, który może być wzbogacony o szczypiorek, ser, bekon czy sosy. A może macie ochotę na śniadanie, które można zjeść w biegu? W takim przypadku wybierzcie fan tuan, czyli rulon z kleistego ryżu, w którego środku znajdziecie między innymi youtiao, suszone mięso, marynowane warzywa czy jajko. To jeden z tych lokalnych przysmaków, które świetnie pokazują, jak bardzo Tajwańczycy lubią łączyć różne tekstury – miękki ryż, chrupiące ciasto i intensywne dodatki tworzą wyjątkowo sycącą całość.
A co na obiad? Tutaj najlepiej zapomnieć o dużych, eleganckich restauracjach i poszukać niewielkiej jadłodajni, w której menu koncentruje się na kilku konkretnych potrawach. Tajwańczycy mają ogromny wybór prostych dań, które przygotowuje się szybko, ale bez kompromisów w kwestii smaku. Jednym z klasyków jest beef noodle soup, czyli aromatyczna zupa z kawałkami wołowiny i makaronem, często długo gotowana na intensywnym wywarze. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych dań tajwańskiej kuchni i prawdziwy comfort food – rozgrzewający, pachnący i niezwykle sycący. Kolejną pozycją, której trudno odmówić, jest lu rou fan, czyli ryż z długo duszoną wieprzowiną. Mięso jest gotowane w sosie sojowym z dodatkiem przypraw, aż staje się miękkie i rozpada się niemal pod naciskiem pałeczek. Podawane na ryżu, często z jajkiem marynowanym w sosie sojowym, tworzy prosty, ale bardzo charakterystyczny posiłek. Warto też spróbować makaronu z sosem sezamowym, blanszowanych zielonych warzyw oraz jajka duszonego w aromatycznym sosie sojowym. Tajwański obiad często jest szybki i konkretny – zamawiacie, jecie i ruszacie dalej, bo przy stoliku za chwilę pojawi się kolejny głodny gość.
Po południu przychodzi czas na jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnej kuchni Tajwanu – bubble tea. To właśnie na Tajwanie narodziła się moda na herbatę z dodatkiem charakterystycznych kulek tapioki, a dziś napój ten można znaleźć na całym świecie. Na miejscu wybór może przyprawić o zawrót głowy. Możecie zdecydować nie tylko o rodzaju herbaty i dodatkach, lecz także o ilości cukru i lodu. Warto więc spróbować różnych wariantów – od niemal całkowicie niesłodkich po bardzo słodkie kompozycje z mlekiem, tapioką, galaretkami czy owocami. A skoro temperatura potrafi być wysoka, dobrym pomysłem będzie również deser z kruszonego lodu, czyli baobing. Na górze mogą znaleźć się świeże owoce, fasola adzuki, galaretki, mleko skondensowane albo inne słodkie dodatki. Brzmi nietypowo? Być może, ale po spacerze w upalnym mieście smakuje znakomicie.
Wieczorem zaczyna się natomiast prawdziwy festiwal smaków. Tajwańskie nocne targi to nie tylko miejsce zakupów, ale przede wszystkim ogromne, tętniące życiem uliczne stołówki pod gołym niebem. Zapach smażonego mięsa, owoców morza, pieprzu, czosnku i słodkich deserów miesza się tu z dźwiękami rozmów i odgłosami gotowania. W Tajpej warto zajrzeć na Shilin Night Market, Raohe Night Market lub Ningxia Night Market, gdzie zamiast jednej kolacji można urządzić sobie prawdziwy kulinarny spacer. Dlaczego wybierać jedno danie, skoro można spróbować kilku?
Na nocnym targu warto poszukać między innymi stinky tofu, czyli fermentowanego tofu o bardzo intensywnym zapachu. To jeden z tych przysmaków, które budzą skrajne emocje – jedni je uwielbiają, inni uciekają na samą myśl o spróbowaniu. Ciekawym wyborem będzie również oyster omelette, czyli omlet z ostrygami i warzywami, pepper buns – chrupiące bułeczki wypełnione mięsem i pieprznym farszem, czy różnego rodzaju grillowane owoce morza. Nie brakuje też kiełbasek, smażonego kurczaka, pierożków i słodkich przekąsek.
Jeśli podczas podróży chcecie naprawdę poznać tajwańską kuchnię, koniecznie wybierzcie się także do Tainanu, dawnej stolicy wyspy i miasta często określanego mianem jej kulinarnego serca. To właśnie tutaj lokalne tradycje kulinarne są szczególnie silne, a na ulicach można znaleźć mnóstwo niewielkich rodzinnych lokali serwujących przepisy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wieczorem warto odwiedzić Garden Night Market i pozwolić sobie na kulinarną spontaniczność – zamiast dokładnie planować kolację, wybierzcie to, co przyciągnie Was zapachem, wyglądem albo kolejką miejscowych.
A jeśli po całym dniu jedzenia nadal będziecie mieli ochotę na coś wyjątkowego, możecie usiąść w restauracji specjalizującej się w xiao long bao, czyli delikatnych pierożkach wypełnionych mięsem i gorącym bulionem. Trzeba je jeść ostrożnie – w środku znajduje się płynny, bardzo gorący wywar. Alternatywą będzie restauracja z owocami morza, gdzie na talerzu mogą pojawić się świeże ryby, krewetki, kalmary czy lokalne skorupiaki.
Tajwan najlepiej poznawać właśnie przy stole. Tutaj jedzenie nie jest wyłącznie sposobem na zaspokojenie głodu, ale częścią codziennego rytmu miasta – od pierwszego śniadania kupionego o świcie, przez szybką miskę makaronu w południe, aż po nocny targ, na którym trudno oprzeć się kolejnemu przysmakowi. Czy można lepiej poznać Tajwan niż próbując go krok po kroku, danie po daniu?
Jak jeść na nocnym targu?
Na targ przyjdźcie głodni i nie zamawiajcie od razu dużej porcji. Najlepiej dzielić się potrawami, żeby spróbować jak najwięcej. Długa kolejka przed straganem to zwykle dobry znak. Przy wielu straganach nie ma gdzie usiąść, więc sporo dań je się na stojąco albo w drodze do kolejnej budki.
Zabierzcie ze sobą gotówkę w drobnych nominałach, bo na straganach nie zawsze da się zapłacić kartą. Jak rozsądnie korzystać z karty w pozostałych miejscach, podpowiadamy w poradniku o płaceniu kartą za granicą. Przydadzą się też chusteczki i torebka na śmieci, bo koszy na ulicach jest niewiele.
Tajwańska kuchnia – najpopularniejsze dania
Niu rou mian (słynna tajwańska zupa z wołowiną)
Zupa z makaronem pszennym i kawałkami duszonej wołowiny w gęstym, aromatycznym bulionie. Najpopularniejsza wersja, „hong shao”, ma czerwonobrązowy wywar z sosem sojowym, anyżem i pastą z bobu z chili. Do miski trafiają też kiszona gorczyca sarepska, dymka i czasem kawałki ścięgna. Łagodniejsza odmiana, na jasnym bulionie, podkreśla smak samego mięsa.
Zupa powstała po 1949 roku w osiedlach wojskowych, gdzie weterani z kontynentu, w tym z Syczuanu, gotowali według przepisów z rodzinnych stron. Co ciekawe, wielu Tajwańczyków długo nie jadało wołowiny, bo bydło pracowało w polu i darzono je szacunkiem. Dziś niu rou mian serwuje prawie każda jadłodajnia, a Tajpej od 2005 roku organizuje festiwal z konkursem na najlepszą miskę.
Xiao long bao (pierożki gotowane na parze wypełnione bulionem)
Małe pierożki z wieprzowiną i gorącym bulionem, gotowane na parze w bambusowych koszykach. Bulion bierze się z galarety z wywaru, którą dodaje się do farszu. Na parze galareta się rozpuszcza i wypełnia pierożek. Pierożki pochodzą z okolic Szanghaju, ale to na Tajwanie stały się jedną z wizytówek kraju.
Duża w tym zasługa sieci Din Tai Fung. Jej założyciele w 1958 roku otworzyli w Tajpej sklep z olejem spożywczym, a w 1972 roku przeznaczyli połowę lokalu na pierożki. Z czasem zrezygnowali z handlu olejem, a restauracja zasłynęła pierożkami z 18 zakładkami na cieście. Pierożek najlepiej położyć na łyżce, nadgryźć, wypić bulion, a dopiero potem zjeść resztę z odrobiną octu i paskami imbiru.

Lu rou fan (duszona wieprzowina podawana na ryżu)
Miska białego ryżu polanego posiekaną wieprzowiną duszoną w sosie sojowym. Do duszenia wybiera się tłusty boczek, często razem ze skórą. Sos przyprawia się winem ryżowym, cukrem i smażoną szalotką, która nadaje mu słodkawy, lekko karmelowy aromat. Mięso gotuje się długo, aż sos zgęstnieje i zacznie lśnić.
To najprostsze i jedno z najtańszych dań na wyspie – Tajwańczycy jedzą je na obiad, kolację i o północy. Obok miski zwykle leży jajko duszone w tym samym sosie, kiszona rzodkiew albo blanszowana kapusta. Na południu, zwłaszcza w Tainanie, podobne danie nosi nazwę rou zao fan.

Gua bao (bułeczki na parze z boczkiem)
Płaska bułka gotowana na parze, złożona na pół jak koperta i wypełniona plastrem duszonego boczku. Do środka dodaje się kiszoną gorczycę, kolendrę i słodki proszek z mielonych orzeszków ziemnych. Połączenie tłustego mięsa, kwaśnych warzyw i słodkiego posypania dobrze oddaje tajwańskie upodobanie do kontrastów smaku.
Kształt bułki przypomina paszczę, dlatego potrawę nazywa się też „tygrys gryzie świnię”. Gua bao tradycyjnie je się podczas weiya – kolacji na koniec roku, którą firmy wydają dla pracowników. Według zwyczaju bułka ma pomóc „pożreć” wszystkie kłopoty minionego roku. Na co dzień kupicie ją w budkach i na nocnych targach, a za granicą bywa nazywana tajwańskim hamburgerem.
O-a-tsian (omlet z ostrygami)
Omlet z małymi ostrygami, jajkiem i zieleniną, zagęszczony skrobią ze słodkich ziemniaków. Dzięki skrobi omlet jest z wierzchu chrupiący, a w środku miękki i lekko ciągnący się. Podaje się go polanego gęstym, słodko-słonym czerwonym sosem. Nazwa pochodzi z języka tajwańskiego; po mandaryńsku danie nazywa się ke zai jian.
Według popularnej legendy omlet wymyślili w 1661 roku żołnierze Zheng Chenggonga, którzy walczyli z Holendrami o dzisiejszy Tainan i zabrakło im ryżu. Historycy traktują tę opowieść jako anegdotę, ale dobrze pokazuje, że danie ma w Tainanie długą tradycję. Dziś o-a-tsian przygotowuje się na prawie każdym nocnym targu, na dużych płytach grzewczych, kilka porcji naraz.
Chou dofu (śmierdzące tofu – klasyk nocnych targów)
Tofu fermentowane w solance z warzyw, a czasem także suszonych krewetek i ziół, które nabiera intensywnego zapachu. Tradycyjnie tofu leżało w solance kilka tygodni, dziś często trwa to krócej. Zapach czuć z daleka i dla wielu osób bywa sporym wyzwaniem. Smak jest jednak znacznie łagodniejszy niż woń.
Najczęściej spotkacie tofu smażone w głębokim tłuszczu, z chrupiącą skórką, podawane z kiszoną kapustą i sosem chili. Istnieje też wersja gotowana na parze oraz duszona w pikantnym bulionie z krwią kaczą. Miłośnicy tego dania jeżdżą na Starą Ulicę Shenkeng pod Tajpej, gdzie tofu w różnych postaciach sprzedaje wiele sklepów naraz. W przewodniku Michelin wśród wyróżnionych stoisk z nocnych targów znalazło się także śmierdzące tofu.

Dan bing (tradycyjne naleśniki śniadaniowe)
Cienki naleśnik z ciasta pszennego, smażony razem z jajkiem, zwinięty w rulon i pokrojony na kawałki. Podstawowa wersja ma w środku tylko jajko i dymkę. W barach śniadaniowych można dodać ser, bekon, kukurydzę, tuńczyka albo tajwańską bazylię. Naleśnik polewa się sosem sojowym lub słodką pastą chili.
Danie przywędrowało na Tajwan z kontynentu razem z uchodźcami po 1949 roku i szybko wtopiło się w lokalne śniadania. Najlepiej smakuje z kubkiem mleka sojowego. W barach sieci Yonghe, nazwanej od dzielnicy w Nowym Tajpej, gdzie w latach 50. powstały pierwsze tego typu lokale, zjecie je o każdej porze dnia i nocy.
Zongzi (kleisty ryż z dodatkami zawijany w liście bambusa)
Kleisty ryż z nadzieniem, zawinięty w liście bambusa w kształt piramidy i ugotowany. W środku najczęściej są wieprzowina, grzyby shiitake, żółtko solonego jajka, orzeszki ziemne i suszone krewetki. Liście nadają ryżowi delikatny, roślinny aromat.
Tajwańczycy spierają się o to, która wersja jest lepsza. Na północy ryż najpierw podsmaża się z przyprawami, a potem zawija i gotuje na parze – ziarna zostają wtedy sypkie i lekko przypieczone. Na południu surowy ryż zawija się z nadzieniem i gotuje w wodzie, więc zongzi wychodzi bardziej kleiste i podaje się je z sosem i mielonymi orzeszkami. Najwięcej zongzi je się podczas Święta Smoczych Łodzi, piątego dnia piątego miesiąca kalendarza księżycowego, ale sklepy sprzedają je przez cały rok.

Ba wan (wielkie kluski z nadzieniem mięsnym)
Okrągła, półprzezroczysta klucha ze skrobi ze słodkich ziemniaków i ryżu, wypełniona mięsem. Ma zwykle 6–8 cm średnicy. Nadzienie przygotowuje się z wieprzowiny, pędów bambusa i grzybów shiitake. Kluchę gotuje się na parze albo podgrzewa w ciepłym tłuszczu, a potem polewa słodko-słonym sosem.
Według lokalnej tradycji ba wan wymyślono w 1898 roku w miasteczku Beidou w powiecie Changhua. Po wielkiej powodzi zabrakło suchego drewna i żywności, więc z dostępnej skrobi przygotowano sycące danie dla poszkodowanych. Dziś odmiany z Changhua uchodzą za najbardziej klasyczne, ale ba wan kupicie na nocnych targach w całym kraju. Ciasto jest elastyczne i lekko gumowe – właśnie o tę konsystencję chodzi.

Zha ji (chrupiący tajwański smażony kurczak)
Kurczak smażony w głębokim tłuszczu w chrupiącej panierce ze skrobi ze słodkich ziemniaków, przyprawiony solą i pieprzem. Na Tajwanie występuje w dwóch popularnych postaciach. Ji pai to rozbity, duży i płaski filet z piersi. Yan su ji to małe kawałki mięsa smażone dwukrotnie i podawane w papierowej torebce z liśćmi tajwańskiej bazylii.
Najsłynniejszym miejscem z kurczakiem jest budka Hot-Star przy wejściu na nocny targ Shilin, słynąca z filetów wielkości twarzy. Stoiska z yan su ji pozwalają zwykle dobrać do kurczaka inne smażone przekąski: tofu, grzyby, fasolkę czy kałamarnicę. Wszystko posypuje się tą samą mieszanką soli, pieprzu i chili.
Tian bu la (tradycyjne ciastka rybne)
Smażone placki z pasty rybnej, podawane z gęstym słodkim sosem. Nazwa pochodzi od japońskiego słowa „tempura”, choć z japońską tempurą w cieście danie nie ma wiele wspólnego. Na Tajwan przywieźli je w czasach kolonialnych Japończycy z Kiusiu, gdzie podobne placki nazywa się właśnie tempurą.
Pastę przygotowuje się ze zmielonej ryby, na przykład miecznika lub rekina, a potem formuje i smaży. Najbardziej znane są placki z Keelung, portowego miasta na północy wyspy, gdzie na targu przy świątyni Miaokou sprzedaje się je od dziesięcioleci. Kawałki kroi się do miski, polewa sosem i posypuje ogórkiem.
Tie dan (żelazne jajka marynowane w soi i przyprawach)
Małe jajka, wielokrotnie duszone w sosie sojowym z przyprawami i suszone na powietrzu. Najczęściej są to jajka przepiórcze lub kurze. Po takiej obróbce są ciemnobrązowe, niemal czarne, wyraźnie się kurczą i stają się twarde oraz ciągnące. Smak jest intensywnie słony, z nutą anyżu.
Jajka pochodzą z Tamsui, nadmorskiej dzielnicy Nowego Tajpej. Według lokalnej opowieści powstały przypadkiem: w dni z małym ruchem właścicielka baru wciąż odgrzewała niesprzedane jajka, a wiatr od morza je wysuszał. Dziś kupicie je w szczelnych opakowaniach na promenadzie w Tamsui. Zapakowane próżniowo, sprawdzą się jako przekąska na drogę.
Bubble tea/zhen zhu nai cha (herbata z kulkami tapioki)
Mleczna herbata z dodatkiem kulek z tapioki, pita przez grubą słomkę. Kulki gotuje się w syropie z brązowego cukru, więc są słodkie, miękkie i sprężyste. Podstawą napoju bywa czarna herbata, oolong albo zielona. Przy zamawianiu można wybrać ilość cukru i lodu.
O to, kto wymyślił napój, spierają się dwie herbaciarnie. Hanlin z Tainanu twierdzi, że dodał kulki do herbaty w 1986 roku, a Chun Shui Tang z Taichungu podaje rok 1987. Spór trafił do sądu, ale żadna ze stron nie uzyskała wyłączności. Warto spróbować też tradycyjnej herbaty oolong, uprawianej m.in. w górach Alishan.

Bao bing (tradycyjny deser z kruszonego lodu)
Góra drobno kruszonego lodu z dodatkami, polana słodkim syropem lub mlekiem skondensowanym. Klasyczne dodatki to czerwona fasola, fasola mung, kulki z taro, galaretki i kleiste kulki tangyuan. Po tajwańsku deser nazywa się tshuah-ping.
Najbardziej znaną wersją jest lód z mango, sprzedawany głównie latem, gdy owoce są najsłodsze. Popularny jest też lód mleczny, który kruszy się w cienkie płatki przypominające śnieg. Porcje bywają duże, więc jedna miska wystarczy dla dwóch osób. W upalne popołudnie trudno o lepszy przysmak.
Mochi (słodkie kulki z mąki ryżowej)
Miękkie kulki z kleistego ryżu, obtaczane w mielonych orzeszkach ziemnych, sezamie lub cukrze. Po tajwańsku nazywa się je mua-chi. Najprostsza wersja nie ma nadzienia – ciepłe kawałki ciasta odrywa się i obtacza w posypce na oczach klienta. Inne mają w środku pastę z czerwonej fasoli, sezamu albo orzeszków.
Z mochi słynie zwłaszcza miasto Hualien na wschodnim wybrzeżu, gdzie sklepy sprzedają je w pudełkach jako pamiątkę. Na nocnych targach kupicie też mochi podawane na ciepło. Kulki są sycące i słodkie, dlatego najlepiej smakują do niesłodzonej herbaty.

Tajwan i jego kuchnia dobrze pokazują, jak historia wyspy trafia na talerz. Duszona wieprzowina przypomina o osadnikach z Fujianu, placki rybne o czasach japońskich, a zupa z wołowiną o żołnierzach z kontynentu. Wszystko to zjecie w jeden wieczór na nocnym targu, za niewielkie pieniądze. Jeśli planujecie podróż, zajrzyjcie do przewodnika po atrakcjach Tajwanu i sprawdźcie, kiedy jechać na Tajwan. Podpowiadamy też, gdzie warto się zatrzymać na Tajwanie i ile trwa lot na Tajwan.
Smacznej podróży!


