Loading

Afrykańskie safari – jak się przygotować, by przeżyć i zobaczyć jak najwięcej?

Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu

Afrykańskie safari – jak się przygotować, by przeżyć i zobaczyć jak najwięcej?

Marzenie o tropieniu lwów towarzyszy najróżniejszym osobom. Nie tylko dzieci, ale i wytrawni podróżnicy chcą poczuć wiatr we włosach, nierówną drogę pod kołami terenowego samochodu i zobaczyć ogromne stado słoni u wodopoju. Czy safari jest dla każdego? Kto może jechać na safari w Kenii czy Tanzanii, by  tropem zebr i leopardów przemierzać bezdroża? Każdy złakniony przygody i odpowiednio przygotowany może spróbować swoich sił na safari. Trzeba tylko pamiętać o kilku ważnych kwestiach.

Jak wygląda safari w Afryce?

Samochód z kierowcą

Najczęściej do dyspozycji osób wybierających się na taką eskapadę jest samochód z kierowcą – przewodnikiem. Samochód można wynająć na 2 lub więcej osób (max 4). Jest to najbardziej komfortowy sposób podróżowania. Noclegi spędza się w stałych obozowiskach na terenie parków narodowych. Jest kilka opcji zakwaterowania – namioty, luksusowe namioty oraz lodge. Obozowiska są w pełni wyposażone. Warto zabrać ze sobą co najwyżej moskitierę. Można zaopatrzyć się też w tzw. wkładkę do śpiwora – prześcieradło podróżne typu mumia, czyli po prostu śpiwór uszyty z tkaniny, najczęściej jedwabiu lub bawełny. Tereny obozowisk są ogrodzone i bezpieczne.

Self – drive

To rozwiązanie praktykowane na przykład w czasie wakacji w  Namibii. Osoby, które chcą naprawdę przeżyć przygodę w czasie safari, często decydują się na takie właśnie rozwiązanie. Wtedy wypożyczają jeep z napędem na 4 koła. Samochód jest wyposażony w nawigację, a w pakiecie otrzymywanym przed wycieczką są zaznaczone godne odwiedzenia miejsca. Noce spędza się w namiocie rozbitym na dachu samochodu, zaparkowanego na zamkniętym kempingu. W wyposażeniu jest kuchenka turystyczna, ale można stołować się też w restauracjach na trasie. Dobrze jest jechać w 4 osoby, wtedy prowadzenie samochodu nie męczy i jednocześnie każdy może rozglądać się po okolicy wypatrując zwierząt.

Bezpieczeństwo – czy nic mi się nie stanie?

Czy safari jest bezpieczne? Podstawowa zasada mówi, że żaden drapieżnik nie zaatakuje samochodu, gdyż samochód przewyższa go wielkością. Czyli: w samochodzie jesteśmy najbezpieczniejsi. Jak wszędzie trzeba zachować rozsądek i nie prowokować zwierząt.

Źródło: Nomads Serengeti Safari Camp

Szczepienia, czy trzeba i czy warto?

Przed każdym wyjazdem zalecamy konsultację z lekarzem oraz szczepienie na żółtaczkę typu A i B, dur brzuszny i tężec. Przed podróżą do Afryki wymagane jest szczepienie przeciwko żółtej febrze.

Żółta febra

Przed wyjazdem do Afryki obowiązkowe jest szczepienie przeciwko żółtej febrze. Szczepionkę należy przyjąć najpóźniej na 11 dni przed planowanym wyjazdem na safari. Szczepionka dostępna w Polsce uodparnia na 10 lat. Koniecznie należy zabrać ze sobą żółtą książeczkę potwierdzającą przebycie szczepienia. Książeczka jest kontrolowana przy przekraczaniu granicy.

Malaria

Nie istnieje szczepionka na malarię, istnieje za to wiele mitów na temat tej choroby. Malarię przenoszą samice komarów różnych gatunków. Istnieją różne odmiany malarii, inne w każdym miejscu na świecie. Szczepy choroby szybko uodparniają się na leki. Niestety, żadna z form ochrony nie daje 100% pewności, że wrócimy zdrowi. Co więc można zrobić, by nie zarazić się malarią? Najważniejsza jest profilaktyka: po zmierzchu noszenie długich nogawek i długich rękawów. Ubrania jaskrawe przyciągają komary, dlatego warto wybrać barwy maskujące. Repelent przeciwko owadom jest konieczny. Najlepsze środki zawierają składnik DEET, podobno testowany przez żołnierzy w czasie wojny w Wietnamie. W Polsce do kupienia w sklepach wędkarskich, wojskowych czy w Internecie są profesjonalne odstraszacze owadów, takie jak Mugga czy Foresta. Można je kupić w aerozolu lub w kremie czy w pojemniku z aplikatorem – kulką. Liczy się składnik oraz wygoda użytkowania. Środki te mogą wchodzić w interakcje z tkaniną czy barwnikiem, jakiego użyto w naszych ubraniach – warto wziąć to pod uwagę wybierając odzież na safari.

Niektórzy decydują się na zażywanie profilaktyki doustnej. Można takie leki brać tylko pod kontrolą lekarza, który zna się na medycynie tropikalnej. Lekarstwa te stosuje się przed wyjazdem, w trakcie oraz po powrocie. Przed przyjęciem jakiegokolwiek farmaceutyku trzeba upewnić się, że jest on stosowany jako profilaktyka w danym regionie świata (np. leki używane w Azji mogą nie działać w Afryce). Trzeba pamiętać, że lekarstwa te bardzo obciążają wątrobę, mogą wchodzić w interakcję z innymi lekami, które stosujemy na co dzień oraz że nie ma stuprocentowej ochrony przed malarią. Żaden lek nie daje gwarancji, że nie zachorujemy na malarię.

Odzież – jak się ubrać na safari?

Po pierwsze ma nam być wygodnie, a po drugie ubranie ma za zadanie chronić nas przed czynnikami zewnętrznymi. Da się przeżyć safari w krótkich spodenkach, ale wtedy raczej można zapomnieć o opuszczaniu samochodu. Ponadto trzeba mieć na uwadze, że każdą odsłoniętą część ciała trzeba ochraniać przed słońcem. Wygodniej założyć długie spodnie niż wcierać w siebie hektolitry kremu z filtrem. Obecnie popularne są spodnie z odpinanymi nogawkami. Bojówki to już fanaberia. Te wszystkie kieszenie i gruby materiał na safari nie są potrzebne ani przydatne.

Jasne, jaskrawe kolory przyciągają owady, w tym komary. Komary mogą przenosić choroby, dlatego lepiej pomyśleć o cienkiej bluzce z długim rękawem, o apaszce na szyję, o skarpetkach, w których nie będzie nam za gorąco.

Buty zalecamy pełne, zamknięte, nie tylko ze względu na ewentualne lekkie trekkingi, ale przede wszystkim ze względu na kurz. W Afryce w czasie pory suchej jest go sporo i jest nie do uniknięcia. Z tego względu warto zaopatrzyć się też w apaszkę – co wrażliwsi chronią nią drogi oddechowe przed wdychaniem pyłu.

Kapelusz zawsze się przyda. Rondo chroni oczy przed słońcem (ale i tak warto wziąć porządne okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV). Rondo ochrania także szyję i kark, jeśli coś (jakiś owad na przykład) spadnie nam na głowę.

Co jeść i co pić w czasie safari?

Jako mieszkańcy chłodnego kraju nie jesteśmy przyzwyczajeni do palącego słońca. Dlatego uzupełnianie elektrolitów jest bardzo ważne. Trzeba pamiętać, żeby pić wodę butelkowaną, nie używać lodu do napojów oraz nawet zęby myć wodą z butelki. Każda inna woda to ryzyko pasożytów, a to nie z takimi zwierzętami chcemy się spotkać na safari. Własna manierka, którą można uzupełnić wodą w butelki, przyda się na pewno.

W obozowiskach działają restauracje, tam można zjeść smaczne, świeże i zróżnicowane posiłki. W czasie safari warto mieć przy sobie, w małym plecaku, kaloryczne przekąski.

Jaki bagaż zabrać na safari, do czego się spakować na safari?

Warto mieć przy sobie cały czas mały plecak, a w nim wodę, kaloryczne przekąski (bez czekolady – czekolada się roztopi i wszystko pobrudzi; batony Muesli to znacznie lepszy pomysł), aparat fotograficzny, apaszkę, krem z filtrem, chusteczki mokre typu „dzidziuś” i inne przydatne w ciągu dnia rzeczy. Należy spakować się tak, by w ciągu dnia nie było potrzeby szukać np. zapasowych baterii czy plastrów na zadrapania w duży, bagażu. Pakując się trzeba pamiętać, że na lotach z Tanzanii na Zanzibar limit bagażu wynosi 15 kilogramów. Za każdą dodatkową rzecz trzeba dopłacać – pytanie, czy warto. Lepiej pomyśleć o tym w domu i ograniczyć ilość zabieranych rzeczy.

Co bierzemy na safari, co zostaje w domu?

Jaki ekwipunek na safari jest niezbędny, co jest zbyteczne? Pakując aparat fotograficzny trzeba pamiętać o kilku sprawach. Najważniejsza jest ochrona przed kurzem. Torba fotograficzna może i chroni, ale nie po to bierzemy aparat, żeby leżał w torbie. Może warto zakleić newralgiczne miejsca ciemną taśmą? Każdy fotograf, nawet amator, wie, czy potrzebuje inwestować w nowy obiektyw, czy nie. Teleobiektywy przydają się w czasie safari. Z bliska można oglądać stada zebr czy antylop, ale najciekawsze sceny rozgrywają się w pewnym oddaleniu od ciekawskich ludzi, lub po zmierzchu. Lornetka przyda się na pewno. Latarka (czołówka) może niekoniecznie, ale mając ja w plecaku będziemy czuć się pewniej.

Gdy mowa o energii elektrycznej, trzeba przypomnieć o takich sprzętach, jak choćby power bank, przedłużacz czy rozdzielacz do gniazdka – tak zwana „złodziejka”. Kilka kart pamięci do aparatu, w tym na zapas, czytnik tych kart – nie można o tym zapomnieć. Wrażeń na safari jest co niemiara, aż chce się je dokumentować i utrwalać. Frustracja spowodowana tym, że padła nam bateria albo karta jest już zapełniona potrafi zepsuć wyjazd, a łatwo tego uniknąć odpowiednio się pakując. Przedłużacz i złodziejka są przydatne, gdyż w obozowisku liczba kontaktów jest ograniczona, a każdy ma kilka urządzeń, które chce naładować. Dlatego też zamiast baterii do latarki lepiej zaopatrzyć się w ładowane akumulatorki oraz oczywiście, ładowarkę do nich.

Kogo spotkam na safari?

Czy tam naprawdę koczują Masajowie? Jak się wobec nich zachować?

Masajowie to plemię pół nomadyczne. Wypasają swoje stada na terenie Kenii i Tanzanii. Ich areał obfituje w dzikie zwierzęta, gdyż one, według Masajów, są nieczyste. Podobnie, nie wolno im spożywać ryb. Masajowie nie są kłusownikami. Zabijają sporadycznie tylko lwy, a i to z przyczyn jedynie niestety uważanych za oczywiste, czyli prestiżowych.

Można udać się do wioski Masajów. Kosztuje to zazwyczaj około 50 USD od osoby i cena ta bardzo zależy od zdolności negocjacyjnych naszego przewodnika – kierowcy. Trzeba podejść  do tego ze zrozumieniem, nikt nie lubi niezapowiedzianych gości. Niektóre wioski Masajów, położone bliżej szlaków, którymi jeżdżą jeepy z turystami, są nastawione na zysk czerpany od przyjezdnych. Inne są bardziej tradycyjne, ale trudniej do nich trafić. Masajowie korzystają z postępu wybiórczo – w tradycyjnej tunice może wibrować telefon komórkowy. Nie wiadomo, jak długo ich obyczaje przetrwają w odwiecznym kształcie, dlatego warto zatrzymać się i od starszej, masajskiej wdowy nabyć kilka sznurów paciorków. Właśnie – kupić tradycyjny wyrób, a nie rozdawać długopisy. To delikatna kwestia, ale jeśli mamy możliwość wspierać dawne zwyczaje, na których podglądaniu nam zależy, warto to zrobić właśnie w takiej formie. Rozdawanie cukierków czy innych drobiazgów może i jest efektowne, ale nie przynosi nikomu korzyści.

Higiena na safari – czy będzie się gdzie umyć?

Chusteczki wilgotne typu „dzidziuś” to odpowiedź na wiele problemów. Chusteczki higieniczne suche – chyba nie ma takiej ich ilości, która byłaby przesadą. Zawsze można wytrzeć nimi kurz, co naprawdę może mieć znaczenie. Ręce najlepiej odkażać żelem do mycia rąk bez użycia wody (zwłaszcza, że w wodzie mogą być pasożyty). Taki żel można kupić w każdej aptece i w co drugim sklepie turystycznym. Poza tym trzeba pamiętać o podstawowej apteczce – leki przeciwbólowe, plastry na otarcia, środek na zatrucia pokarmowe zawsze warto mieć przy sobie. Jeśli zażywamy jakieś leki na co dzień, trzeba oczywiście zabrać ich zapas, a przed wyjazdem przeczytać ulotkę. Być może stosując daną kurację powinniśmy na przykład unikać długiego przebywania na słońcu.

Najważniejsze: ile zwierząt zobaczę na safari?

Jednym słowem: mnóstwo. Planując wycieczkę z wyprzedzeniem, nie sposób przewidzieć, jaka będzie pogoda, suma opadów, gdzie będzie najbujniejsza trawa, a co za tym idzie – dokąd będą ciągnąć stada roślinożerców oraz drapieżników podążających ich tropem. Turyści tego nie wiedzą, ale nasi afrykańscy przewodnicy jak najbardziej. Ponadto dobrze zaplanowane safari obejmuje kilka parków narodowych, rozproszonych na dość dużym terenie, dlatego nie sposób nie spotkać całej masy zwierząt. Czy zobaczę całą Wielką Piątkę Afryki w ciągu 3 dni – nie sposób tego przewidzieć, ale szanse na to są ogromne. Po trzech dniach tysięczne stada antylop już niestety nie wzbudzają tyle emocji, co za pierwszym razem. Safari to nie tylko Wielka Piątka, to także ptaki, dźwięki, zapachy. To poczucie przestrzeni, to wrażenia zapewne bliskie temu, co musieli czuć tu pierwotni ludzie.

Co warto na safari?

Dobry atlas egzotycznych zwierząt sprawi nam wiele radości. Nasz przewodnik będzie umiał wytropić i wskazać nam ptaki i nazwać je po angielsku, ale to w polskich książkach przeczytamy o ich zwyczajach czy znajdziemy związane z nimi ciekawostki. Warto zainwestować w teleobiektyw albo porządną lornetkę. Warto odpuścić i nie przejmować się niczym poza przyrodą. Warto zaakceptować pył i drobne niedogodności, warto ograniczyć je zabierając ze sobą chusteczki typu „dzidziuś” oraz torebki foliowe, najlepiej woreczki tzw. strunowe, czyli zamykane. Być może, po powrocie, warto zainteresować się, jak można chronić dziką, afrykańską przyrodę w sposób nie bezpośredni, ale dzięki rzetelnej fundacji na przykład.

Czego nie warto na safari?

Nie warto się upierać. Nie musimy zobaczyć lwa rozszarpującego antylopy gnu, nie musimy stanąć oko w oko z bawołem. Może akurat w czasie naszego pobytu należy skoncentrować się na czym innym. Nie warto jechać na safari na jeden dzień, nic nie zobaczymy, a żal i poczucie straty będą ogromne. Nie warto liczyć na wdzięczność Masajów za przedmioty, które nie są im potrzebne – oni mają to, czego potrzebują, przywożenie im gadżetów jest bezcelowe.

Kto może jechać na safari? Każdy?

Każdy może, ale nie każdy powinien. To doświadczenie dla tych, których przyroda cieszy. Którzy chcą poczuć się częścią natury. Self drive jest dla samodzielnych, odpowiedzialnych podróżników. To świetna lekcja dla dzieci, dużo zabawy dla młodzieży, niesamowite wrażenia dla dorosłych w każdym wieku. Jedyne, co może doskwierać, to temperatura, bo safari samo w sobie nie jest zbyt męczące. Ale to wszystko niknie wobec horyzontu sawanny z baobabem, z którego zrywają się do lotu ptaki, a pod nimi gnają stada antylop, na które czai się leopard.

Brzmi romantycznie? Możliwe. Bo safari to nie tylko obserwacje. Safari to emocje.

Zosia

Zosia

Jestem pasjonatką, kiedy coś mnie zaciekawi zrobię wiele, by poznać to dogłębnie. Pracowałam jako przewodniczka po Krakowie i pilotka wycieczek, ale moje zainteresowania sięgają znacznie dalej niż najbliższa okolica. Zwiedziłam Europę od Lofotów po Agrigento i od południowej Hiszpanii po Petersburg. Najbardziej fascynują mnie niewielkie miejscowości poza szlakiem turystycznym, w których można znaleźć zapomniany zabytek czy zakątek. Kiedyś przygotuję i poprowadzę wycieczkę po mojej ulubionej Japonii, śladem literatury, tajemnic i magii. Za Baden-Powellem mogę powtórzyć dewizę: „Życie bez przygód byłoby strasznie głupie”.

!
Ta strona używa plików cookies.