Loading

Kambodża – podróż nieoczywista

Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu

Kambodża – podróż nieoczywista

Trudno uwierzyć, że wciąż istnieją takie miejsca. Przemierzanie dżungli w poszukiwaniu zapomnianych świątyń, tutaj może przynieść prawdziwe odkrycie. Kolorowe rafy, wśród których można nurkować wprost z plaży, zachęcają, by wskoczyć do wody. Tropikalne wysepki, na których ludzie żyją tylko w kilku wioskach, zapraszają do beztroskiego wypoczynku.

Kambodża nie jest oczywistym kierunkiem wybieranym na wakacje. Ten kraj został wręcz sponiewierany historią, której wspomnienie niektórych może odstraszać. Jednocześnie zabytki ze ścisłej światowej czołówki, dzika przyroda oraz liczne plaże przyciągają coraz więcej osób z całego świata. Wakacje w Kambodży mają jeszcze dodatkowy, ważny wymiar. To pomoc, dzięki której obywatele tego kraju nabierają wiary w spokojną, stabilną przyszłość. Jadąc do Kambodży możemy pokazać, że mimo tragicznej przeszłości traktujemy ich kraj poważnie, z uwagą. Turyści często okazują troskę o zachowanie dziedzictwa kulturowego, dzięki czemu mieszkańcy inaczej patrzą na to, co dla nas jest zabytkiem. Jeśli kupicie bilet na pokaz lokalnego tańca, szkoła ucząca tej dawnej sztuki będzie mogła nadal się rozwijać. Jeśli porozmawiacie z przewodnikiem po angielsku czy francusku, zyska on dodatkową motywację by kształcić siebie i swoje dzieci.

Taneczne dziedzictwo

Kambodża wywodzi się z tańca. Preah Thong, hinduski książę, wygnany z Delhi napotkał córkę króla węży. Przykuła jego uwagę zmysłowym tańcem, uwiodła go w ten sposób. Młoda para otrzymała w podarunku od ojca panny młodej nowy ląd, nazwany Kambudżą. Obecny król Kambodży, Norodom Sihamoni, studiował taniec klasyczny w czeskiej Pradze. Niedawno miejscowa sztuka tańca została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa Unesco. Powstają nowe szkoły, a dawni tancerze są proszeni o przypominanie sobie układów tanecznych znanych im sprzed lat, przekazywanych od wieków. Gdy słyszymy „Kambodża” taniec bynajmniej nie jest pierwszym skojarzeniem. Wiele odkryć na temat tego kraju nadal czeka na swoich badaczy. Nikt nie wie, jakie skarby skrywa dżungla.

Ci, którzy wkładają opowieści o budowlach zagubionych w dziczy między bajki, nie wiedzą nawet, co tracą. W roku 2013 australijscy badacze testowali w Kambodży pionierską technologię Lidar. To – w skrócie – skanowanie lasu za pomocą laserów umieszczonych w dronie lub śmigłowcu. Dzięki tym badaniom odkryto zaginione miasto Mahendraparvata, położone na górze Phnom Kulen. Ostrożne datowanie wskazuje, że miejsce to jest o 350 lat starsze od świątyń Angkoru. Lasy wciąż stanowią 40% powierzchni Kambodży. Jednak nie tylko niesamowita przyroda przyciąga turystów. Największym magnesem, atrakcją i celem jest Angkor.

Angkor, świadectwo potęgi

Angkor pochodzi od słowa oznaczającego miasto. Dzisiaj nazywamy tak państwo Khmerów  istniejące między IX a XV wiekiem naszej ery, oraz zabytkowe miasto. Angkor w języku Khmerów to stolica, centrum, uświęcone miasto. Kompleks Angkoru w czasach świetności był domem dla około miliona ludzi. Pamiętajmy – mówimy o epoce współczesnej europejskiemu Średniowieczu. Na całym globie wtedy nie istniało miasto nie tylko większe, ale nawet podobne rozmiarem czy skalą. Angkor jest zgodnie uważany za największe miasto świata sprzed XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej.

Do wybudowania Angkoru zużyto więcej kamieni niż do wniesienia Piramidy Cheopsa. Ogromne świątynie wznoszono z laterytu. Nie używano gwoździ. Jak w takim razie powstawały konstrukcje rusztowania? Jak podnoszono kamienne bloki? Jakim cudownym zrządzeniem losu Angkor przetrwał? Świątynie w mieście były poświęcone bóstwom z różnych religii. Braminizm (religia indyjska przed hinduizmem) i buddyzm koegzystowały w pokoju, podobnie jak ich wyznawcy. Tolerancja była oczywistością. W niektórych budynkach panował synkretyzm religijny, wierzenia przeplatały się zamiast wykluczać. Łączyły się tradycje i obrzędy.

Najważniejszą świątynią w Angkorze jest niewątpliwie Angkor Wat. Poza przytłaczającą wręcz swoją potęgą architekturą, słynie z fryzu przestawiającego wydarzenia z eposów hinduskich. Płaskorzeźba jest długa na 900 metrów. Zostało na niej przedstawionych 20 000 ludzi (niebywałe, że ktoś ich policzył!). Dla porównania, na fresku Michała Anioła przestawiającego Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej postaci jest 300. Świątynia mierzy 65 metrów wysokości, a cały jej kompleks zajmuje 2 km kwadratowe powierzchni. Od tych liczb może zakręcić się w głowie. Wiele osób spisując swoje marzenia i zamieniając je na plany, tworzy kolejne listy „must see” czy „bucket list”, umieszcza na nich także zobaczenie Angkoru, najlepiej o świcie. Warto mieć (i spełniać!) takie marzenia, bo to miejsce jest nie tylko imponujące, ale – po prostu – piękne.

Kolonialna zachłanność

Imperium Khmerów w roku 1432 zostało najechane przez Tajów. Stolica została przeniesiona do Phnom Penh. Angkor podupadł, ale nie został opuszczony. Stopniowo zaniedbywano różne miejsca i miasta silnego dawniej państwa. Dżungla upominała się o coraz więcej terenów. W epoce kolonializmu, gdy zachodnie mocarstwa poszukiwały wszelkich bogactw, ta szczególna „gorączka złota” nie ominęła Kambodży. Chciwość doprowadziła do łupienia świątyń, ale też niszczenia miast, dróg, mostów. W imię specyficznie (czyli opacznie) pojętej troski i poczucia wyższości wobec rdzennych mieszkańców, zachodni badacze i awanturnicy wpadli na pomysł tak szalony, że aż trudno go opisać. Niektóre budynki pocięto na kawałki, mając w planach ich przeniesienie, np. do Europy, gdzie miałyby stać jako kuriozum. Do tej pory są to największe puzzle świata. Dziś możemy jechać do Kambodży, oglądać dziedzictwo tam, gdzie jego miejsce. Nie musimy rabować Khmerów z tego, co sami wymyślili i wybudowali.

Tereny Kambodży należały do kolonii francuskich. Król Norodom Sihanouk znalazł się u władzy w roku 1941. Miał wtedy 19 lat i przypadła mu niełatwa rola panowania nad terytorium zależnym od Francji. Podejmował liczne działania, mające na celu niezależność kraju. Ogłoszona w 1953 niepodległość była po części owocem jego starań. Jego rządy przypadły na okres niepokojów w regionie, gdzie stykały się wpływy i interesy różnych krajów. Trudno się połapać,  co właściwie wydarzyło się później, bo wojna nigdy nie jest logiczna.

Reżim – skomplikowane przyczyny, długotrwałe skutki

Wobec narastających konfliktów król lawirował między Chinami a Wietkongiem (komunistyczną partyzantką wietnamską), prezentując lewicujące poglądy. Lon Nol uzyskał tekę premiera w wyniku sfałszowanych wyborów. To ciekawe,  że każde źródło podaje jako pewnik, że wybory zostały sfałszowane, a jednocześnie nie było żadnej reakcji na ten fakt, ani lokalnej, ani międzynarodowej. Premier prezentował postawę proamerykańską, król wyraził zgodę na zmianę kursu. Efektem była zapaść gospodarcza, stan wojenny i walki. Premier doprowadził do zamachu stanu, król został obalony. Lon Nol znalazł wroga, którego obciążył odpowiedzialnością za zmiany gospodarcze i kryzys ekonomiczny. Kozłem ofiarnym została mniejszość wietnamska. Wietkong podjął walki z Kambodżą, Kambodża zwróciła się o pomoc do USA. Wietkong poparł ugrupowanie Czerwonych Khmerów, łączące skrajny nacjonalizm ze skrajnym komunizmem. O logikę i spójność tych poglądów nikt wtedy nie pytał. Pol Pot, przywódca Czerwonych Khmerów, wprowadził politykę zwaną „Rok Zerowy”. Rozpoczęła się era krwawych czystek. Potencjalnie oskarżony był każdy. Na przykład noszenie okularów mogło wskazywać na intelektualne konotacje… Okulary zostały uznane też za symbol ulegania kapitalistycznym modom. Zbrodnie dokonywane były często przez młodych ludzi, za pomocą zwykłych narzędzi czy przedmiotów (by nie napisać: czym popadnie). Nasilała się agresja, przemoc i zdemoralizowanie przekraczające wszelkie uznane kiedykolwiek granice. Nazywano Khmerów najstraszniejszą armią świata. Ludobójstwo pochłonęło (według różnych szacunków) około 2 mln ofiar, czyli zginęła prawie ¼ mieszkańców kraju. Kambodża wykrwawiała się. Wojna domowa była dosłownie bratobójcza, podziały przebiegały w poprzek rodzin. Każda rodzina była rozdarta konfliktem, gdyż w wyniku głodu i terroru reżim zyskiwał kolejnych, milczących zwolenników, którzy z czasem stawali się zbrodniarzami. Zaangażowanie różnych mocarstw (USA, ZSRR, Chiny, Wietnam), których interesy wzajemnie wykluczały się, tylko potęgowało chaos i doprowadziło do klinczu.

Poszukiwanie wyjścia z impasu

Gdy wybuchł otwarty konflikt z Wietnamem, ten kraj przy wsparciu ZSRR obalił reżim w roku 1979. Ale już w roku 1982 przywrócony na tron król Norodom Sihanouk znowu poparł Czerwonych Khmerów. Stało się to na skutek oskarżeń o naruszenie suwerenności Wietnamu. W roku 1993  odbyły się wybory nadzorowane przez ONZ, dokonano kolejnej restauracji monarchii. Pol Pot zmarł w roku 1998. Rozminowanie kraju stało się ważnym celem międzynarodowym. W to zagadnienie czynnie angażowała się na przykład Księżna Diana. Po części jej sukcesem było podpisanie w roku 1997 Konwencji Ottawskiej, zabraniającej stosowanie min przeciwpiechotnych.

W roku 2010 zapadł pierwszy wyrok, skazujący, w sprawie ludobójstwa dokonanego przez i w czasach Czerwonych Khmerów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że trybunały podjęły sprawę za późno. Po śmierci Pola Pota pomoc dla kraju zaoferowały Chiny, nazywając wsparcie „bezinteresownym”, jednocześnie umacniając swoje wpływy. Król Norodom Sihanouk abdykował w wyniku choroby w roku 2004. Konstytucja nie przewidywała takiej sytuacji. Korona w Kambodży nie jest dziedziczna, król wybierany jest przez Radę Tronu. Następcą został Norodom Sihamoni. Książę zdobył wykształcenie także za granicą, w dziedzinie reżyserii filmowej oraz baletu. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawa, wręcz unikatowa kompetencja jak na głowę państwa o tak skomplikowanej strukturze społecznej.

Nie można zapominać o tej straszniej przeszłości. Zbrodnie epoki Czerwonych Khmerów ciągnęły się przez 18 lat i nadal rzucają cień na ponad 2000 lat historii Kambodży. Zainteresowanie Kambodżą wśród międzynarodowej społeczności systematycznie wzrasta. Przybywa tu coraz więcej wolontariuszy, nauczycieli oraz turystów, których śladem kroczą przedsiębiorcy. Dzięki ich zaciekawieniu mieszkańcy przykładają większą wagę do swojej przeszłości, kultury, tradycji oraz przyrody i naturalnego bogactwa. W czasie wycieczki do Kambodży kilka miejsc szczególnie polecamy odwiedzić.

Co warto zobaczyć w czasie wakacji w Kambodży?

Plaże

Plaże i wybrzeże są kuszące same w sobie. Najlepiej korzystać z ich uroków w okresie od października do kwietnia. W tym czasie europejskiej jesieni, zimy i przedwiośnia wypad w ciepłe miejsce wydaje się tym lepszym pomysłem. Te miejsca to taka Tajlandia sprzed 30 lat. Mieszkańcy traktują turystów jak gości, trochę niespodziewanych, a trochę upragnionych. Na wyspie Koh Rong wioski są wznoszone dopiero od 2000 roku. Wcześniej była tu tylko dżungla i piasek. Rafa, nietknięta zanieczyszczeniami ani rabunkową, masową turystyką działa na wyobraźnię. Nurkować z rurką można wprost z plaży. Nie trzeba płynąć katamaranem, by znaleźć kolorowe ryby, ukwiały, cały podwodny świat. Krajobraz wyspy urozmaicają sezonowe wodospady. Koh Rong to Wyspa Małp, które żyją tu nie przejmując się ludźmi. Dogodne położenie zaledwie 30 km od miasteczka Sihanouville sprawia, że przejazd na wyspę nie trwa długo i nie jest problemem. Sihanoukville liczy 90 000 mieszkańców. Mimo, że to miasto od początku zaplanowano jako kurort, wrażenie wywiera przyjemne, leniwe, spokojne.

Największe jezioro

Położone nieopodal Siem Reap jezioro Tonle Sap jest największym akwenem w tej części świata. Jego powierzchnia, objętość oraz wysokość lustra wody podlega cyklicznym wahaniom. Dla mieszkańców to ogromny zbiornik pełen ryb, które są podstawą gospodarki i przetrwania. Mieszkańcy budują na palach całe wioski – domy, szkoły, nawet skromne świątynie. Można tutaj przyjrzeć się codziennemu życiu, pełnemu prostoty.

Stolica – centrum życia

Phnom Penh to inny świat. Gwarna stolica jest centrum kraju pod każdym względem (poza turystycznym – turyści przylatują do Siem Reap, a stamtąd jadą do świątyń Angkoru). Miasto najintensywniejszy rozwój przeżyło w latach 50. I 60. XX wieku. Pałac królewski dąży do odzyskania dawnego splendoru. Uniwersytety przyciągają zdolną (i bogatą) młodzież. Na bazarach można nabyć przede wszystkim przepyszne owoce, ale także rękodzieło i tkaniny. Poza tym to miejsce pamięci i spotkania z historią Kambodży. Straszliwe muzeum – miejsce pamięci – więzienie, pozwala uzmysłowić sobie siłę zbrodniczego reżimu opartego na terrorze. Koło Phnom Penh znajdują się tez Pola Śmierci, mające takie znaczenie, jak dla nas Katyń.  W takiej okolicy rozrasta się prężna stolica wolnego państwa.

Uroki prowincji

Battambang w porównaniu ze stolicą może wydawać się zwykłym, trochę prowincjonalnym miastem. Ma jednak swoje tajemnice – na przykład kolej nori. To taka jakby drezyna. Jeśli na torach spotkają się dwa takie wozy, mniejszy musi ustąpić większemu. Podróżni w kilka minut rozbierają swój pojazd i przenoszą go na drugą stronę torów. To prawdziwa przygoda. Co więcej, w mieście działa specyficzny cyrk. Daje on nie tylko rozrywkę widowni, ale i troszczy się o edukację osieroconych dzieci i byt byłych cyrkowców. Warto wspierać takie społeczne, oddolne inicjatywy (więcej na stronie www.phareps.org).

Wioska dobrych ludzi

Najbardziej niezwykłe miejsce w Kambodży to wioska Banteay Chhmar. Tam w dżungli stoją świątynie porównywalne z Angkorem. Mieszkańcy wioski założyli stowarzyszenie przynoszące korzyści całej społeczności. Zapraszają turystów do swoich domów. Można z nimi udać się na zwiedzanie świątyń, czy spacer po wiosce. W prawdziwym domu można gotować tradycyjny posiłek z doświadczoną panią domu. Co jakiś czas odbywają się wydarzenia szczególne – na przykład śluby. Turyści też są na nie zapraszani, tak przecież traktuje się gości. Koncert tradycyjnej muzyki, wykonany na instrumentach, które nie mają nawet nazw w języku polskim, to magia. Mieszkańcy świętują hucznie nowy rok, albo Dalambok czyli „młócenie” ryżu, poddawanie go obrzędom mającym zapewnić pomyślność. W centrum jedwabiu na terenie wioski można poznać tajniki wytwarzania tej tkaniny. Wizyta w Banteay Chhmar przyczynia się dla dobra każdej z rodzin. Zarobione pieniądze rodziny przeznaczają na ważny dla siebie cel – najczęściej jest to skromny posag córki, wykształcenie dzieci lub na przykład naprawa dachu. Za pośrednictwem strony internetowej można wybrać sobie gospodarzy, a tym samym cel, którzy chcemy wesprzeć. (więcej na stronie www.visitbanteaychhmar.org).

Zasmakować Kambodży

Gdy połączy się kuchnię tajską z francuską, efekt musi być spektakularny. Mieszkańcy słusznie przedkładają dania lokalne nad jakiekolwiek inne. Lata głodu wymusiły pomysłowość (tak jak we Francji, gdy ślimaki i żaby zaczęto jeść w chudych latach po rewolucji), dlatego na talerzu można czasem znaleźć dziwne zwierzęta. W smaku są przepyszne, ale nie każdy chce sięgać po tak egzotycznie wyglądającą potrawę. Tropikalne owoce i aromatyczne sosy podawane z finezją, jaką zostawili po sobie francuscy kolonizatorzy, są zniewalające.

Ostatnio na polskim rynku ukazała się książka o polskiej armii, opisująca pierwszą polską bitwę stoczoną po II Wojnie Światowej, w maju 1993 roku. Polacy pojechali do Kambodży na misję przygotowawczą, do której – jak się okazało – sami nie byli przygotowani. Warto pamiętać, że to książka bardziej o Polsce niż o Kambodży. Film Rolanda Joffé’a „Pola śmierci” budzi jak najgorsze skojarzenia. Spotkanie z Kambodżą warto zacząć od innego filmu. Francuski obraz „Dwaj bracia” z roku 2004 to opowieść metaforyczna o dwóch tygrysach. Jest to zarazem dramat i film przygodowy. Reżyser Jean-Jacques Annaud ukazał dzikie piękno tego kraju, nie uciekając od trudnych tematów.

Obustronna korzyść

W pomoc Kambodży zaangażowany jest cały świat. Potrzeby edukacyjne są ogromne, podobnie jak marzenia dzieci – a także ich rodziców. Liczne są szkoły, w których nauczają zagraniczni wolontariusze. Turyści czują się tu lepiej niż w innych krajach regionu, bo wciąż są swego rodzaju świadectwem, że kraj rozwija się normalnie. Turysta jest tu raczej gościem niż interesantem. Nasza obecność, czyli przyjazd osób z europejskiego kraju, to wręcz ambasadorowanie, misja dyplomatyczna. Możemy pokazać wsparcie i jednocześnie przyczynić się do ochrony przyrody, troski o zabytki, edukacji młodych ludzi, wzrostu zaufania wśród starszych. Wyjazd może stać się okazją, szansą, by zrobić coś dobrego.

 

 

 

 

Zosia

Zosia

Jestem pasjonatką, kiedy coś mnie zaciekawi zrobię wiele, by poznać to dogłębnie. Pracowałam jako przewodniczka po Krakowie i pilotka wycieczek, ale moje zainteresowania sięgają znacznie dalej niż najbliższa okolica. Zwiedziłam Europę od Lofotów po Agrigento i od południowej Hiszpanii po Petersburg. Najbardziej fascynują mnie niewielkie miejscowości poza szlakiem turystycznym, w których można znaleźć zapomniany zabytek czy zakątek. Kiedyś przygotuję i poprowadzę wycieczkę po mojej ulubionej Japonii, śladem literatury, tajemnic i magii. Za Baden-Powellem mogę powtórzyć dewizę: „Życie bez przygód byłoby strasznie głupie”.

!
Ta strona używa plików cookies.