Najlepsze atrakcje na Grenlandii – co warto zobaczyć?

Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu

Najlepsze atrakcje na Grenlandii – co warto zobaczyć?

Co zobaczyć na Grenlandii? Więcej niż się wydaje! Gdy myślimy o Grenlandii, przed oczami staje biała, monotonna pustynia lodu – tymczasem to jedna z najbardziej niedocenionych krain przygody na Ziemi. Największa wyspa świata to fiordy o barwie szmaragdu i błękitu, w których dryfują góry lodowe wielkości katedr, to czerwone skały płonące w słońcu północy i osady, gdzie kolorowe domki wspinają się po zboczach niczym z bajki. To także żywa kultura Inuitów, sięgająca tysięcy lat wstecz, wciąż obecna w tradycji polowań, psich zaprzęgów i arktycznej kuchni. Grenlandia zaskakuje różnorodnością – od tańczącej po niebie zorzy polarnej, przez spotkania z humbakami i finwalami, po trekking po legendarnym lądolodzie pokrywającym 80% wyspy. To miejsce, w którym natura wciąż dyktuje warunki, a każda podróż staje się prawdziwą wyprawą. Oto przewodnik po atrakcjach, które udowadniają, że Grenlandia ma do zaoferowania znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

Atrakcje na Grenlandii – przewodnik wyjazdowy

Wyobraźcie sobie krainę, w której biel lodu spotyka się z tęczą zorzy polarnej, a cisza bywa głośniejsza niż jakikolwiek hałas miasta. Atrakcje Grenlandii nie mieszczą się w jednym zdaniu – to największa wyspa świata, w ogromnej części pokryta lądolodem starszym niż niejedna cywilizacja, a jednocześnie miejsce, gdzie życie toczy się w rytmie zupełnie innym niż gdziekolwiek indziej na Ziemi. Czy można pokochać krajobraz, w którym nie ma drzew, a horyzont ciągnie się w nieskończoność? Odwiedzający Grenlandię zwykle odpowiadają na to pytanie bardzo szybko – i twierdząco.

Warto zacząć od tego, że wyspa nie jest jednolita. Zachodnie wybrzeże, najgęściej zaludnione i najłatwiej dostępne, to świat fiordów, gór i osad rybackich, w których kolorowe domy kontrastują z granatową wodą i błękitem lodowców. To tutaj najczęściej zaczyna się podróż i to stąd wyrusza się w głąb kraju. Południe z kolei zaskakuje – bo czy spodziewalibyście się zieleni na Grenlandii? Tam właśnie, dzięki cieplejszemu mikroklimatowi, rolnictwo i hodowla owiec mają wielowiekową tradycję, sięgającą czasów pierwszych osadników. Wschodnie wybrzeże pozostaje najbardziej odizolowane i surowe, z niewielką liczbą mieszkańców i krajobrazem, który zdaje się nie mieć końca. Północ natomiast to już inny wymiar – arktyczna pustka, gdzie życie toczy się według zupełnie innych reguł niż na południu wyspy.

Historia tej ziemi jest równie wielowarstwowa jak jej krajobraz. Pierwsi ludzie dotarli tu tysiące lat temu z Ameryki Północnej, a kolejne fale migracji ukształtowały kulturę Inuitów, która przetrwała do dziś. Później pojawili się nordyccy osadnicy, których obecność do dziś budzi pytania – dlaczego ich osady, prosperujące przez stulecia, w pewnym momencie po prostu zniknęły? Zagadka ta wciąż fascynuje badaczy i nadaje Grenlandii dodatkowego, niemal literackiego napięcia. Współcześnie wyspa pozostaje autonomicznym terytorium Danii, co samo w sobie jest ciekawym przykładem politycznej odrębności przy jednoczesnej zależności.

Grenlandia to także kraina ekstremów klimatycznych – zorza polarna zimą i słońce, które latem w ogóle nie zachodzi, sprawiają, że czas tutaj płynie inaczej. Czy potraficie sobie wyobrazić dzień trwający dwadzieścia cztery godziny bez zmierzchu? Dla mieszkańców to codzienność, dla podróżnych – jedno z najbardziej poruszających doświadczeń, jakie może zaoferować podróż.

Co warto zobaczyć na Grenlandii?

Zastanawiacie się, co zobaczyć na Grenlandii poza samym lądolodem? Odpowiedź kryje się w miejscach, które pokazują zupełnie inne oblicza tej wyspy – od miasteczek tętniących życiem, przez kolorowe osady rybackie, po krajobrazy, które wyglądają, jakby należały do innej planety.

Qaqortoq, największe miasto południa, zaskakuje kolorowymi domami wspinającymi się po skalistych zboczach wokół naturalnego portu. To tutaj znajduje się jedyna w kraju fontanna, a na okolicznych skałach można odnaleźć rzeźby wykute w ramach międzynarodowego projektu artystycznego z lat osiemdziesiątych, łączącego nowoczesną sztukę z surowym krajobrazem. Miasteczko od wieków było ważnym ośrodkiem handlowym, a jego historia sięga czasów, gdy w pobliskich fiordach osiedlali się jeszcze nordyccy rolnicy. Spacerując wąskimi uliczkami, łatwo natrafić na ruiny dawnych magazynów kolonialnych, świadczące o epoce, gdy Grenlandia była pod ścisłą kontrolą duńskiego handlu. Wieczorami, gdy słońce chowa się za górami, port nabiera niemal bajkowego charakteru – łodzie rybackie kołyszą się na wodzie, a odbicia domów mienią się w tafli fiordu. Qaqortoq bywa nazywane najbardziej malowniczym miastem południowej Grenlandii i trudno się z tym nie zgodzić, spacerując jego ulicami o zachodzie słońca, gdy światło odbija się od kolorowych elewacji i skalistych zboczy otaczających zatokę.

Tasiilaq, największa miejscowość wschodniego wybrzeża, otoczona jest strzelistymi szczytami i wodami, po których dryfują góry lodowe oderwane od pobliskich lodowców. To tutaj wciąż żywa jest tradycja bębniarskich tańców i opowieści o duchach zamieszkujących góry, przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez lokalnych szamanów. Legenda mówi, że dawni myśliwi przed każdą wyprawą musieli prosić o pozwolenie ducha morza, Sedny, bez którego łaski żadne polowanie nie mogło się udać. Izolacja tej części wyspy sprawiła, że tradycyjne wierzenia przetrwały tu dłużej niż gdziekolwiek indziej, a elementy szamanizmu wciąż przenikają codzienne życie mieszkańców. Muzeum w mieście prezentuje maski i stroje używane podczas dawnych rytuałów, pozwalając zrozumieć, jak głęboko duchowość splatała się niegdyś z przetrwaniem w tak surowym środowisku. Tasiilaq stanowi też punkt wypadowy do okolicznych fiordów i lodowców, do których dociera się jedynie łodzią lub helikopterem, co potęguje wrażenie odległości od reszty świata. Wielu podróżnych opisuje to miejsce jako najbardziej autentyczne wśród atrakcji Grenlandii, ponieważ turystyka wciąż pozostaje tu marginalnym dodatkiem do codziennego, rybackiego życia.

Narsarsuaq, niewielka osada na południu, zbudowana została wokół dawnej amerykańskiej bazy lotniczej z czasów drugiej wojny światowej, a dziś stanowi bramę do jednych z najbogatszych w historię terenów całej wyspy. To właśnie w pobliskich dolinach osiedlił się w dziesiątym wieku Eryk Rudy, zakładając pierwszą nordycką kolonię, której ślady – fundamenty domów, zagrody dla zwierząt, kamienne mury – wciąż można odnaleźć w okolicznej zieleni. Niezwykłość tego miejsca polega na kontraście: łagodna, niemal alpejska dolina otoczona jest z daleka widocznymi lodowcami, przypominającymi, że łagodność klimatu jest tu jedynie chwilowa i lokalna. Z Narsarsuaq organizowane są rejsy do pobliskiej czaszy lodowej, gdzie można dotknąć lodu liczącego tysiące lat i posłuchać trzasków formujących się szczelin. Miejscowi przewodnicy chętnie opowiadają o statkach, które w czasie wojny awaryjnie lądowały na pobliskim lodowcu, a ich wraki do dziś tkwią pod warstwami śniegu. Historia wojskowa, nordyckie dziedzictwo i surowa przyroda splatają się tutaj w sposób rzadko spotykany gdzie indziej, czyniąc to miejsce obowiązkowym punktem dla każdego, kto zastanawia się, co zobaczyć na Grenlandii poza utartymi szlakami.

Ittoqqortoormiit, jedna z najbardziej odizolowanych osad na świecie, leży na wschodnim wybrzeżu, u wrót największego systemu fiordów na Ziemi. Dotarcie tutaj wymaga lotu helikopterem lub rejsu statkiem, co samo w sobie czyni tę podróż wyprawą do miejsca, gdzie czas płynie zupełnie inaczej. Osada powstała dopiero na początku dwudziestego wieku, gdy grupa Inuitów z zachodniego wybrzeża zdecydowała się osiedlić na tych dziewiczych terenach w poszukiwaniu lepszych łowisk. Do dziś polowanie na niedźwiedzie polarne, foki i piżmowoły stanowi podstawę utrzymania wielu rodzin, a psie zaprzęgi pozostają głównym środkiem transportu zimą, gdy morze zamarza na wiele miesięcy. Miejscowi opowiadają, że duchy przodków wciąż czuwają nad łowiskami, a naruszenie dawnych zwyczajów łowieckich miało w przeszłości sprowadzać nieurodzaj i głód. Kolorowe domki rozsiane po skalistym terenie kontrastują z bielą gór lodowych wypełniających zatokę niemal przez cały rok. Dla podróżnych szukających prawdziwej dzikości i autentyczności, a nie turystycznej infrastruktury, Ittoqqortoormiit pozostaje jednym z ostatnich miejsc na wyspie, gdzie codzienność wygląda niemal tak samo jak przed stuleciem.

Scoresby Sund, znany lokalnie jako Kangertittivaq, to największy system fiordów na świecie, którego odnogi wcinają się w ląd na dystansie znacznie przekraczającym sto kilometrów. Skala tego miejsca przytłacza – strome, granitowe ściany wznoszą się bezpośrednio z wody, a pomiędzy nimi dryfują góry lodowe wielkości wielopiętrowych budynków, oderwane od pobliskich lodowców spływających z lądolodu. Naukowcy od dekad badają tutejsze warstwy skalne, odnajdując ślady dawnych erupcji wulkanicznych sprzed milionów lat, gdy region ten wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiejsza arktyczna pustka. Wody fiordu obfitują w foki, wieloryby i ptactwo morskie, co czyni tę okolicę jednym z najbogatszych ekosystemów całej Arktyki. Miejscowi myśliwi od pokoleń polują tu zgodnie z tradycyjnymi metodami, a szlaki, którymi się poruszają, pozostają niemal niezmienione od czasów ich przodków. Rejs przez otoczony ciszą przerywaną jedynie trzaskiem pękającego lodu fiord należy do najbardziej niezwykłych doświadczeń, jakie można przeżyć na tej wyspie. To miejsce udowadnia, że atrakcje Grenlandii nie muszą mieć nazwy znanej z przewodników, by robić piorunujące wrażenie swoją skalą i dzikością.

Qaanaaq, dawniej znane jako Thule, to jedna z najbardziej wysuniętych na północ stałych osad na świecie, gdzie zima trwa większość roku, a słońce znika za horyzontem na wiele tygodni. Mieszkańcy, potomkowie ludu Inughuit, do dziś polują z użyciem psich zaprzęgów i harpunów, kultywując metody praktykowane tu od tysięcy lat. Legenda głosi, że pierwsi osadnicy dotarli w te rejony, podążając za migrującymi stadami zwierząt, wierząc, że duchy przodków prowadzą ich ku ziemiom obfitującym w łowiska. Surowość klimatu wykształciła tu wyjątkową więź między człowiekiem a naturą – każde polowanie poprzedzane jest rytuałami mającymi zapewnić powodzenie i bezpieczny powrót. W pobliżu osady wciąż można odnaleźć ślady dawnej amerykańskiej bazy wojskowej, przypominające o strategicznym znaczeniu tych terenów podczas zimnej wojny. Zorza polarna widoczna tu zimą należy do najintensywniejszych na całej wyspie, a długie miesiące ciemności sprzyjają jej obserwacji niemal każdej bezchmurnej nocy. Dla podróżnych gotowych na prawdziwie ekstremalne warunki, Qaanaaq oferuje kontakt z kulturą i krajobrazem, które gdzie indziej praktycznie już nie istnieją.

Eqip Sermia, popularnie nazywany Lodowcem Eqi, to jeden z najbardziej aktywnych lodowców cielących się na całej Grenlandii, którego czoło regularnie z hukiem oddaje ogromne bryły lodu do wód fiordu. Dźwięk pękającego lodu, przypominający wystrzały armatnie, słychać z daleka, a fala powstająca po upadku bryły potrafi rozkołysać nawet spore łodzie zacumowane w bezpiecznej odległości. Miejscowi od dawna traktowali odgłosy lodowca jako naturalny zegar, sygnalizujący zmiany pogody i pór roku. W pobliżu znajdują się niewielkie schroniska, z których podróżni obserwują spektakl formowania się gór lodowych, niekiedy przez całą noc, gdy słońce w lecie w ogóle nie zachodzi. Naukowcy wykorzystują ten lodowiec jako punkt obserwacyjny do badania tempa topnienia lądolodu, ponieważ jego aktywność należy do najbardziej dynamicznych w całej Arktyce. To jedna z tych atrakcji Grenlandii, które najpełniej pokazują, że lądolód nie jest statycznym pomnikiem przyrody, lecz żywym, nieustannie zmieniającym się organizmem.

Igaliku, dawniej znane jako Garðar, to niewielka osada leżąca w jednej z najbardziej zielonych dolin południowej Grenlandii, otoczona łąkami wykorzystywanymi do dziś do wypasu owiec. To właśnie tutaj mieściła się siedziba średniowiecznego biskupstwa nordyckiego, a zachowane fundamenty katedry liczą sobie niemal tysiąc lat. Miejscowa opowieść głosi, że biskupi żyjący w tej odległej placówce cieszyli się bogactwem porównywalnym z europejskimi możnowładcami, o czym świadczą odnalezione w okolicy kościane i metalowe luksusowe przedmioty. Kontrast między łagodnością tej doliny a surowością reszty wyspy tłumaczy, dlaczego to właśnie tutaj rozwinęło się jedno z najważniejszych centrów nordyckiego osadnictwa. Spacerując wśród ruin, łatwo wyobrazić sobie gwar średniowiecznej społeczności rolniczej, żyjącej w cieniu majestatycznych gór i lodowców widocznych na horyzoncie. Dziś nieliczni mieszkańcy Igaliku nadal hodują owce na tych samych pastwiskach, co ich nordyccy poprzednicy sprzed wieków, co czyni to miejsce żywym pomostem między przeszłością a teraźniejszością.

Nanortalik, najbardziej wysunięte na południe miasto Grenlandii, otoczone jest wodami, w których nieustannie dryfują góry lodowe niesione prądami od pobliskich lodowców. Nazwa miejscowości oznacza w języku grenlandzkim „miejsce niedźwiedzi polarnych”, co nawiązuje do czasów, gdy zwierzęta te były tu znacznie częściej spotykane niż dzisiaj. W mieście zachował się jeden z najstarszych kompleksów kolonialnych budynków na całej wyspie, w tym drewniany kościół z osiemnastego wieku, świadczący o wczesnej duńskiej obecności w regionie. Okoliczne fiordy usiane są niezliczonymi wysepkami, tworzącymi labirynt, przez który od wieków poruszali się miejscowi rybacy, znający każdą skałę i prąd niemal na pamięć. Legendy krążące wśród starszych mieszkańców opowiadają o morskich duchach zamieszkujących najbardziej niebezpieczne cieśniny, które należało przebłagać przed każdym rejsem. Dziś Nanortalik stanowi punkt wypadowy do rejsów wśród gór lodowych, a widok ich pływających, poszarpanych sylwetek na tle zachodzącego słońca należy do najbardziej fotogenicznych scen na całym południu wyspy.

Upernavik, niewielka osada w archipelagu o tej samej nazwie, leży w północnej części zachodniego wybrzeża, tam, gdzie lato jest krótkie, a zima trwa zdecydowanie dłużej niż gdziekolwiek na południu. Region ten słynie z gęstego skupiska gór lodowych, które wypełniają okoliczne wody niemal przez cały rok, tworząc krajobraz przypominający naturalny labirynt lodu. Lokalne muzeum przechowuje jedne z najlepiej zachowanych mumii odnalezionych na Grenlandii, pochodzących sprzed kilkuset lat, których stan zaskoczył badaczy z całego świata. Miejscowa tradycja łowiecka opiera się w dużej mierze na polowaniu na foki i narwale, których charakterystyczne, spiralne kły od wieków otaczała aura tajemnicy – dawniej wierzono, że pochodzą one od jednorożców zamieszkujących arktyczne morza. Osada, zamieszkiwana przez kilkuset mieszkańców, pozostaje jednym z najbardziej autentycznych miejsc na mapie wyspy, praktycznie niedotkniętym masową turystyką. Dla podróżnych zastanawiających się, co zobaczyć na Grenlandii z dala od utartych tras, Upernavik oferuje spotkanie z kulturą i krajobrazem, które gdzie indziej uległy już znacznym przeobrażeniom.

Ciekawe miejsca na Grenlandii

Fiord lodowy Ilulissat (Kangia)

Wyobraźcie sobie ścianę lodu wysoką jak wieżowiec, dryfującą powoli po ciemnej, mroźnej wodzie w kompletnej ciszy przerywanej tylko trzaskiem pękającego lodu – to Kangia, Fiord Lodowy Ilulissat, jeden z najbardziej spektakularnych krajobrazów świata i od 2004 roku wpisany na listę UNESCO. Fiord tworzy lodowiec Sermeq Kujalleq (znany też jako Jakobshavn Isbræ) – jeden z najszybszych i najbardziej produktywnych lodowców półkuli północnej, przesuwający się nawet o 40 metrów dziennie! To właśnie stąd, według popularnej legendy, mógł pochodzić góra lodowa, która zatopiła Titanica w 1912 roku.

Nazwa „Kangia” w języku grenlandzkim oznacza po prostu „zatokę. Lodowiec produkuje aż 10% wszystkich gór lodowych opuszczających pokrywę lodową Grenlandii – niektóre sięgają ponad 100 metrów nad powierzchnię wody! Najlepszy sposób na zwiedzanie? Rejs łodzią wśród gigantycznych brył lodu albo spacer jednym z trzech znakowanych szlaków (żółtym, niebieskim lub czerwonym) prowadzących wzdłuż fiordu z miasteczka Ilulissat. Latem, dzięki zjawisku słońca o północy, możecie podziwiać ten widok o dowolnej porze doby – światło nigdy nie gaśnie.

Nuuk – stolica i Muzeum Narodowe

Nuuk to najmniejsza stolica świata pod względem liczby mieszkańców – mieszka tu zaledwie około 19–20 tysięcy osób, a mimo to tętni życiem jak prawdziwa metropolia w miniaturze. Miasto założył w 1728 roku norwesko-duński misjonarz Hans Egede, nadając mu nazwę Godthåb, czyli „Dobra Nadzieja”. Dziś kolorowe drewniane domki z osiemnastowiecznej kolonialnej dzielnicy sąsiadują z nowoczesnymi budynkami z betonu i szkła – kontrast, który najlepiej oddaje ducha współczesnej Grenlandii, rozpiętej między tradycją a nowoczesnością.

Sercem kulturalnym miasta jest Muzeum Narodowe Grenlandii (Grønlands Nationalmuseum og Arkiv), mieszczące się w dawnych budynkach kolonialnych nad brzegiem fiordu. Największą atrakcją są tam słynne mumie z Qilakitsoq – osiem doskonale zachowanych ciał inuickich kobiet i dzieci sprzed niemal 500 lat, odkrytych przypadkowo przez myśliwych w 1972 roku. Muzeum prezentuje też tradycyjne kajaki, ubrania z foczej skóry i pamiątki po pierwszych europejskich odkrywcach Arktyki.

Spacerując po Nuuk, koniecznie zajrzyjcie do portu rybackiego, na wzgórze Sermitsiaq widoczne z niemal każdego punktu miasta, oraz do galerii sztuki inuickiej – rzeźby z kości wieloryba i steatytu to prawdziwe dzieła sztuki.

Sisimiut

Sisimiut, leżące tuż na północ od koła podbiegunowego, to drugie co do wielkości miasto Grenlandii i jedno z najstarszych zamieszkanych miejsc na wyspie – ślady osadnictwa kultury Saqqaq sięgają tu aż 4500 lat wstecz! To właśnie tutaj zderzają się dwa światy: starożytna tradycja polowań i psich zaprzęgów oraz nowoczesność portu rybackiego i przemysłu.

Miasteczko wspina się malowniczo po zboczach wzgórz, a jego kolorowe domki – czerwone, żółte, niebieskie, zielone – tworzą efekt niemal jak z bajki, szczególnie gdy w tle majaczą ośnieżone szczyty. Warto zobaczyć kościół Bethel z 1775 roku, jeden z najstarszych zachowanych budynków w Grenlandii, oraz pobliską Dolinę Kwiatów (Blomsterdalen), gdzie latem arktyczna tundra eksploduje kolorami.

Sisimiut to prawdziwa stolica aktywnej turystyki w Grenlandii – stąd startuje słynny Arctic Circle Trail, 160-kilometrowy szlak trekkingowy do Kangerlussuaq, a zimą miasto zamienia się w raj dla narciarzy i miłośników psich zaprzęgów. To jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie osada ludzka nieprzerwanie funkcjonuje w tym samym miejscu od tysięcy lat.

Czerwone skały Fiordu Uummannaq

Są miejsca na Ziemi, które wyglądają, jakby należały do innej planety – fiord Uummannaq jest jednym z nich. Na zachodnim wybrzeżu Grenlandii, około 600 kilometrów na północ od koła podbiegunowego, wznosi się charakterystyczna góra o wysokości 1170 metrów, od której cały region wziął swoją nazwę – „uummannaq” w języku grenlandzkim oznacza dosłownie „w kształcie serca”. To właśnie ta góra, otoczona intensywnie czerwonymi i pomarańczowymi skałami, sprawia, że krajobraz wygląda tu wyjątkowo dramatycznie, zwłaszcza gdy o zachodzie słońca kamień płonie niemal ogniście na tle błękitnej wody i białych gór lodowych.

Region jest zamieszkany od tysięcy lat – archeolodzy odnaleźli tu ślady kultur Saqqaq, Dorset i Thule, a w pobliskiej osadzie Qilakitsoq w 1972 roku odkryto słynne zmumifikowane ciała, które dziś można podziwiać w Muzeum Narodowym w Nuuk. Samo miasteczko Uummannaq, malowniczo rozrzucone u podnóża góry, zostało założone w 1763 roku jako duńska kolonia handlowa i dziś liczy około 1300 mieszkańców, co czyni je jednym z większych osiedli w tej części wyspy.

Miejsce to słynie również z niezwykłego zjawiska – z powodu unikatowego mikroklimatu tworzonego przez czerwone skały, fiord Uummannaq bywa cieplejszy niż okoliczne tereny, dzięki czemu lód morski utrzymuje się tu wyjątkowo długo, co czyni go rajem dla psich zaprzęgów nawet wiosną. Warto też wiedzieć, że to właśnie tutaj, w jaskini lodowej wykutej w górze lodowej, co roku mieszka grenlandzki „Święty Mikołaj” – lokalna atrakcja przyciągająca rodziny z dziećmi. Zwiedzając okolicę, koniecznie wybierzcie się rejsem łodzią między górami lodowymi albo odwiedźcie muzeum Uummannaq mieszczące się w dawnym domu lekarza kolonialnego.

Lodowiec Russell (Russell Glacier) w pobliżu Kangerlussuaq

Jeśli marzycie o tym, by dotknąć prawdziwej, żywej ściany lądolodu – pokrywy lodowej pokrywającej niemal 80% powierzchni Grenlandii – to Lodowiec Russell jest miejscem stworzonym właśnie do tego. Położony około 25 kilometrów od miasteczka Kangerlussuaq, jest jednym z niewielu miejsc na świecie, do których można dojechać samochodem terenowym bezpośrednio pod czoło lodowca – nie trzeba wynajmować helikoptera ani wybierać się na wielodniową ekspedycję, co czyni go jednym z najbardziej dostępnych fragmentów Grenlandzkiego Lądolodu na całej wyspie.

Ściana lodu, którą zobaczycie, wznosi się na wysokość kilkudziesięciu metrów i ma niebieskawy, niemal fluorescencyjny odcień – to efekt niezwykłej gęstości lodu, który przez tysiące lat był ściskany pod ogromnym ciśnieniem, wypychając z siebie powietrze i pochłaniając wszystkie barwy światła oprócz błękitu. Lodowiec regularnie „cieli się”, czyli odłamuje wielkie bryły lodu z hukiem przypominającym grzmot – to jedno z najbardziej poruszających doświadczeń akustycznych, jakie oferuje Arktyka.

Kangerlussuaq, będące bramą wypadową do lodowca, ma ciekawą historię – powstało jako amerykańska baza wojskowa Bluie West-8 podczas II wojny światowej, a później służyło jako kluczowa baza sił powietrznych USA w czasie zimnej wojny. Dziś to główny węzeł lotniczy Grenlandii, otoczony przez suchy, kontynentalny mikroklimat rzadko spotykany na wyspie – dzięki górom osłaniającym dolinę pada tu wyjątkowo mało śniegu. Okolice lodowca to również świetne miejsce do obserwacji piżmowołów i reniferów, które swobodnie pasą się na tundrze u stóp lodowej ściany.

Kolorowa osada Qeqertarsuaq na Wyspie Disko

Qeqertarsuaq, której nazwa oznacza po prostu „wielka wyspa”, to urokliwa osada leżąca na południowym cyplu Disko – trzeciej co do wielkości wyspy Grenlandii, znanej z bazaltowych klifów, gorących źródeł i wulkanicznej przeszłości. Miasteczko, dawniej znane pod duńską nazwą Godhavn („Dobry Port”), zostało założone w 1773 roku jako stacja wielorybnicza i handlowa, a jego naturalny, osłonięty port od wieków przyciągał żeglarzy szukających schronienia przed sztormami Morza Baffina.

Spacerując wąskimi uliczkami Qeqertarsuaq, zobaczycie rzędy tradycyjnych domków w intensywnych barwach – czerwieni, żółci, błękitu i zieleni – zwyczaj malowania domów na kolory zależne niegdyś od funkcji budynku (na przykład czerwony oznaczał sklep, żółty szpital) do dziś jest pielęgnowany jako część grenlandzkiej tożsamości. W tle uliczek wznosi się charakterystyczna, płaska góra stołowa Lyngmarksfjeldet, na którą prowadzi popularny wśród turystów szlak trekkingowy oferujący zapierające dech widoki na fiord i dryfujące góry lodowe.

To właśnie w okolicach Qeqertarsuaq znajdują się słynne bazaltowe formacje skalne oraz jaskinie lodowcowe, a nieopodal miasta możecie zobaczyć pozostałości dawnej stacji wielorybniczej i odwiedzić niewielkie, ale fascynujące muzeum poświęcone historii polowań na wieloryby, które przez stulecia było podstawą gospodarki regionu. Wyspa Disko to również jeden z najlepszych punktów obserwacyjnych wielorybów w całej Grenlandii – latem w pobliskich wodach regularnie pojawiają się humbaki i finwale, żerujące w bogatych w plankton wodach fiordu Disko.

Najlepsze atrakcje na Grenlandii

Gorące źródła na Wyspie Uunartoq

Wśród miejsc, które warto odwiedzić na Grenlandii, znajdują się gorące źródła na Wyspie Uunartoq – jedyne tego typu na całej Grenlandii. Woda o temperaturze sięgającej niemal czterdziestu stopni tryska tu prosto z ziemi, tworząc naturalne baseny otoczone lodowatym, bezludnym krajobrazem. Kontrast między ciepłą wodą a otaczającym chłodem sprawia, że kąpiel tutaj staje się doświadczeniem niemal surrealistycznym – czy można sobie wyobrazić relaks w gorącym źródle z widokiem na góry lodowe unoszące się nieopodal na morzu? Miejscowa tradycja mówi, że kąpiel w tych wodach miała przynosić siłę i zdrowie, a Wikingowie, którzy jako pierwsi osiedlili się w okolicy, mieli traktować to miejsce niemal jak sanktuarium, w którym leczono ciało i ducha po trudach arktycznej codzienności. Do dziś podróżni docierają tu głównie łodzią, co samo w sobie dodaje wyprawie charakteru prawdziwej ekspedycji, odległej od utartych szlaków turystycznych. Otoczenie pozostaje niemal dziewicze – żadnych budynków, żadnych udogodnień, jedynie naturalne skały tworzące osłonięte zagłębienia, w których zbiera się gorąca woda.

Ruiny Hvalsey

Nieopodal, choć w zupełnie innej części wyspy, leżą ruiny Hvalsey – najlepiej zachowanego kościoła nordyckich osadników na całej Grenlandii. Kamienne mury, wznoszone jeszcze w średniowieczu, przetrwały stulecia mimo braku dachu i surowego klimatu, co samo w sobie budzi podziw dla kunsztu dawnych budowniczych. To właśnie tutaj, w roku tysiąc czterysta ósmym, odbył się ostatni udokumentowany ślub Wikingów w Grenlandii, zanim ich osady niewyjaśnienie zniknęły z kart historii – czy zawiniła zmiana klimatu, konflikty z Inuitami, czy może izolacja od reszty Europy? Odpowiedzi wciąż nie ma, a to sprawia, że miejsce to fascynuje archeologów. Stojąc pośród tych murów, łatwo wyobrazić sobie gwar minionej społeczności – głosy rolników, beczenie owiec, dzwony wzywające na mszę. Dziś panuje tu absolutna cisza, przerywana jedynie wiatrem i odgłosami morza w pobliskim fiordzie.

Fiord Tasermiut

Zupełnie inny nastrój panuje w Fiordzie Tasermiut, nazywanym czasem grenlandzką Patagonią ze względu na monumentalne, pionowe granitowe ściany wznoszące się wprost z wody na wysokość ponad tysiąca metrów. Krajobraz ten przyciąga wspinaczy, którzy traktują te ściany jako jedno z ostatnich niezdobytych wyzwań współczesnego alpinizmu. Miejscowe legendy mówią o duchach gór strzegących tej doliny przed intruzami i karzących tych, którzy naruszają spokój tego miejsca bez należytego szacunku. Wąski fiord, otoczony ze wszystkich stron skalnymi olbrzymami, sprawia wrażenie naturalnej katedry, w której każdy dźwięk odbija się echem po ścianach. Latem u podnóża gór rozkwitają niewielkie połacie tundry, kontrastujące swoją zielenią z szarością granitu i bielą pozostałości śniegu w wyższych partiach.

Kulusuk

Na wschodnim wybrzeżu warto zatrzymać się w Kulusuk – niewielkiej osadzie, w której życie wciąż toczy się w rytmie tradycji przodków. To tutaj, podczas lokalnych ceremonii, wykonywane są tańce z bębnem opowiadające historie polowań, duchów i dawnych bohaterów, przekazywane z pokolenia na pokolenie niemal bez zmian. Maski i kostiumy noszone podczas takich występów mają, według wierzeń, odpędzać złe duchy i chronić społeczność przed nieszczęściem, co nadaje im znaczenie znacznie głębsze niż zwykłe widowisko dla turystów. Osada otoczona jest górami i lodowatym morzem, po którym latem dryfują góry lodowe oderwane od pobliskich lodowców, tworząc scenerię niemal baśniową. Mieszkańcy wciąż polują i łowią ryby zgodnie z metodami stosowanymi przez ich przodków, co sprawia, że wizyta tutaj przypomina podróż w czasie równie mocno, co podróż w przestrzeni. Czy istnieje jeszcze wiele miejsc na świecie, gdzie tradycja przetrwała w tak niezmienionej formie? Kultura Inuitów pozostaje tu żywa i namacalna, widoczna w każdym geście, opowieści i dźwięku bębna niosącym się po skalistych zboczach otaczających osadę.

Narodowy Park Krajobrazowy Grenlandii

Całości dopełnia Narodowy Park Krajobrazowy Grenlandii – jeden z największych obszarów chronionych na świecie, większy niż niejedno państwo Europy, rozciągający się na północno-wschodnim krańcu wyspy. To kraina, w której piżmowoły i niedźwiedzie polarne wciąż rządzą bezkresną, niemal nietkniętą przez człowieka przestrzenią, a ślady ludzkiej obecności są tu rzadsze niż gdziekolwiek indziej na Ziemi. Surowość tego miejsca budzi respekt – jak w ogóle przetrwać w krainie, gdzie zima trwa większość roku, a temperatury spadają poniżej minus czterdziestu stopni? Zwierzęta, które tu żyją, wykształciły niezwykłe strategie przetrwania, od grubego futra po zdolność przemierzania setek kilometrów w poszukiwaniu pożywienia. Park pozostaje praktycznie niedostępny dla masowej turystyki, co czyni go jednym z ostatnich prawdziwie dzikich miejsc na kontynencie. Dla nielicznych, którzy docierają w te rejony, doświadczenie to bywa określane jako spotkanie z naturą w jej najbardziej pierwotnej formie.

Co warto przeżyć na Grenlandii?

Obserwacja tańczącej na niebie zorzy polarnej (aurora borealis)

Nic nie przygotuje Was na moment, gdy nocne niebo Grenlandii ożywa zielonymi, fioletowymi i różowymi wstęgami światła, wijącymi się jak żywa istota nad głowami. Zorza polarna powstaje, gdy naładowane cząstki wiatru słonecznego zderzają się z atomami tlenu i azotu w atmosferze – zjawisko, które od wieków fascynowało ludzi, a Inuici wierzyli, że to dusze zmarłych tańczące na niebie, grające w piłkę czaszką morsa.

Grenlandia, leżąca w samym sercu tzw. owalu polarnego, jest jednym z najlepszych miejsc na świecie do jej podziwiania – sezon trwa zazwyczaj od końca sierpnia do kwietnia, gdy noce są wystarczająco długie i ciemne. Najlepsze widoki gwarantują miejsca oddalone od świateł miast, takie jak okolice Kangerlussuaq, gdzie suchy, kontynentalny klimat sprzyja bezchmurnym nocom.

Intensywność i kolor zorzy zależą od wysokości, na jakiej zachodzi zjawisko – zielony pojawia się najniżej, czerwony najwyżej, a fioletowy i różowy to efekt jednoczesnej reakcji azotu. Owinięci w gruby śpiwór, z termosem gorącej czekolady w dłoni, obserwując to spektakularne przedstawienie natury, poczujecie się jak widzowie w najbardziej ekskluzywnym teatrze świata – takim, gdzie sceną jest cały nieboskłon.

Rejs statkiem pośród gigantycznych, odłamujących się gór lodowych w Ilulissat

Wypłynięcie łodzią na wody fiordu Kangia to doświadczenie, które miesza w sobie zachwyt i respekt. Wokół Was unoszą się góry lodowe wielkości kilkupiętrowych budynków – niektóre ważą miliony ton, a ich podwodna część jest siedmiokrotnie większa od tej widocznej nad powierzchnią, stąd zresztą wzięło się słynne powiedzenie „tylko wierzchołek góry lodowej”.

Silnik łodzi ścisza się, gdy przewodnik prosi o ciszę – i wtedy usłyszycie to, co najbardziej zapada w pamięć: głębokie trzaski, jęki i grzmoty dochodzące z wnętrza lodu, zwiastujące, że za chwilę ogromna bryła oderwie się i z hukiem runie do wody, wywołując fale kołyszące łódź. To zjawisko nazywane jest cieleniem lodowca i jest bezpośrednim skutkiem tego, że lodowiec Sermeq Kujalleq przesuwa się nawet 40 metrów dziennie – to jeden z najszybszych lodowców na świecie.

Kapitanowie łodzi, często lokalni Grenlandczycy, znają fiord jak własną kieszeń i potrafią bezpiecznie manewrować między bryłami o niesamowitych, rzeźbiarskich kształtach – łukach, jaskiniach, wieżach z lodu w odcieniach od śnieżnej bieli po głęboki, elektryzujący błękit. To spotkanie z siłą natury w jej najbardziej surowej i majestatycznej formie.

Wyprawa psim zaprzęgiem przez skute lodem arktyczne pustkowia

Poganianie psiego zaprzęgu przez bezkresną, białą pustynię to jedno z najstarszych i najbardziej autentycznych doświadczeń, jakie oferuje Grenlandia – sposób podróżowania, który Inuici praktykują od ponad tysiąca lat i który wciąż jest tu codziennym środkiem transportu, a nie tylko turystyczną atrakcją.

Grenlandzkie psy zaprzęgowe to osobna, chroniona prawem rasa – na wyspie zabronione jest sprowadzanie innych psów na północ od koła podbiegunowego, aby uchronić czystość genetyczną tej niezwykle wytrzymałej rasy, zdolnej ciągnąć sanie nawet w temperaturze -40°C. Zaprzęg może liczyć od 8 do nawet 16 psów, a doświadczony poganiacz (zwany „katsoq”) kieruje nimi głosem, nigdy nie uderzając zwierząt.

Siedząc na saniach, owinięci w skóry fok i renów, usłyszycie tylko skrzypienie płozów na śniegu i szybki oddech psów – żadnych silników, żadnego hałasu cywilizacji. Trasy prowadzą przez fiordy, wzdłuż wybrzeży i po zamarzniętym morzu, czasem z postojem przy lodowej szczelinie, z której można napić się tysiącletniej, krystalicznie czystej wody. To doświadczenie najlepiej dostępne jest zimą w rejonie Ilulissat, Uummannaq czy Qaanaaq.

Oglądanie wielorybów (humbaków, finwali) wyłaniających się z oceanu

Wody wokół Grenlandii, bogate w kryl i plankton dzięki zimnym prądom arktycznym, są jednym z najlepszych na świecie miejsc do obserwacji wielorybów w ich naturalnym środowisku. Latem, gdy słońce prawie nie zachodzi, w fiordach i cieśninach pojawiają się humbaki wykonujące spektakularne skoki nad powierzchnię wody, finwale – drugie co do wielkości zwierzęta na Ziemi – a czasem nawet płetwale błękitne, największe stworzenia, jakie żyją na naszej planecie.

Rejsy obserwacyjne organizowane są najczęściej z Ilulissat, Nuuk, Disko czy Uummannaq, a doświadczeni przewodnicy potrafią rozpoznać obecność wielorybów po charakterystycznym fontannowym wytrysku pary z otworu oddechowego, widocznym z daleka nawet gołym okiem. Moment, gdy ogromny ogon humbaka unosi się nad wodą przed nurkowaniem – gest nazywany „fluking” – jest jednym z najbardziej fotografowanych widoków w całej Arktyce.

Warto wiedzieć, że Inuici od wieków polowali na wieloryby, a tradycja ta, choć dziś mocno ograniczona i regulowana, wciąż jest częścią lokalnej kultury i diety w niektórych osadach. Dla turystów jednak to spotkanie ma czysto kontemplacyjny charakter – cisza przerywana tylko oddechem morskiego olbrzyma to chwila, której się nie zapomina.

Trekking po potężnej czapie lodowej Grenlandii

Grenlandzki Lądolod (Grønlands Indlandsis) to drugi co do wielkości zbiornik lodu słodkiego na świecie, po Antarktydzie – pokrywa niemal 80% powierzchni wyspy, a jego grubość w najgrubszym miejscu sięga ponad 3 kilometry! Postawienie stopy na tej lodowej pustyni, ciągnącej się aż po horyzont bez najmniejszego śladu życia, to doświadczenie graniczące z wejściem na inną planetę.

Najłatwiej dostępny punkt wejścia na lądolód znajduje się w pobliżu Kangerlussuaq, gdzie w kilkadziesiąt minut jazdy terenówką można dotrzeć do samej krawędzi lodu i założyć raki na buty. Bardziej zaawansowani trekkerzy wybierają się na wielodniowe ekspedycje w głąb lądolodu, śpiąc w namiotach rozbitych bezpośrednio na lodzie, otoczeni ciszą tak głęboką, że słychać własne bicie serca.

Powierzchnia lodowca wcale nie jest jednolita – pełna jest błękitnych jezior roztopowych, młynów lodowcowych, przez które woda znika w głębokich szczelinach, oraz falistych, rzeźbionych przez wiatr struktur zwanych sastrugi. Naukowcy z całego świata prowadzą tu badania nad zmianami klimatu, wiercąc rdzenie lodowe zawierające powietrze sprzed tysięcy lat – dosłownie kapsuły czasu ziemskiej atmosfery.

Kąpiel w naturalnych gorących źródłach Uunartoq z widokiem na góry lodowe

Na małej, bezludnej wyspie Uunartoq w południowej Grenlandii kryją się naturalne źródła geotermalne o temperaturze około 34–38°C, w których można się kąpać z widokiem na dryfujące po fiordzie góry lodowe. Nazwa „Uunartoq” oznacza dosłownie „gorące miejsce” – i choć otoczona jest arktycznym chłodem, woda w trzech naturalnych basenach pozostaje przyjemnie ciepła przez cały rok.

Źródła znane były już wikingom, którzy osiedlili się w tym regionie ponad tysiąc lat temu za czasów Eryka Rudego – archeolodzy odnaleźli w pobliżu pozostałości nordyckich gospodarstw z X i XI wieku. To właśnie ten fragment Grenlandii, dziś nazywany „krainą wikingów”, był pierwszym miejscem europejskiego osadnictwa na wyspie.

Dotarcie na Uunartoq wymaga zazwyczaj rejsu łodzią z miasteczka Qaqortoq, przez fiordy usiane górami lodowymi i owcami pasącymi się na zielonych, zaskakująco łagodnych zboczach. Leżąc zanurzeni po szyję w ciepłej wodzie, obserwując śnieżnobiałe bryły lodu dryfujące po granatowej wodzie fiordu, doświadczycie kontrastu, który jest esencją samej Grenlandii – ognia i lodu w jednym miejscu.

Lot helikopterem lub awionetką nad spektakularnymi fiordami i lodowcami

Grenlandia to kraj bez dróg łączących miasta – cała infrastruktura transportowa opiera się na lotach, łodziach i psich zaprzęgach, co sprawia, że loty widokowe helikopterem lub małą awionetką są tu nie tylko atrakcją, ale i codziennością mieszkańców. Z lotu ptaka krajobraz odsłania swoją prawdziwą skalę – fiordy, które z ziemi wydają się ogromne, okazują się jedynie ułamkiem gigantycznego systemu lodowego ciągnącego się po horyzont.

Najpopularniejsze trasy widokowe prowadzą nad fiordem Ilulissat, gdzie z góry można dostrzec pełen ogrom pola lodowego usianego tysiącami gór lodowych, przypominającego z góry rozbite lustro w kolorach turkusu i bieli. Inne popularne loty prowadzą nad lądolodem w okolicach Kangerlussuaq lub nad czerwonymi górami Uummannaq.

Piloci lokalnych linii, często latający tymi trasami od lat, potrafią wskazać charakterystyczne formacje, szczeliny lodowcowe czy stada piżmowołów widoczne z powietrza. To doświadczenie, choć kosztowniejsze niż inne atrakcje, uważane jest przez wielu podróżników za najbardziej wyjątkowy sposób na zrozumienie, dlaczego Grenlandię nazywa się „ostatnią dziką krainą Europy” – mimo że geograficznie leży w Ameryce Północnej.

Spływ kajakiem między krami lodowymi – śladami tradycji Inuitów

Kajak to nie przypadkowy wybór aktywności w Grenlandii – to właśnie stąd, z arktycznych wód Grenlandii i Kanady, wywodzi się sam kajak, wynaleziony przez Inuitów ponad 4000 lat temu jako narzędzie do polowań na foki i ptaki morskie. Słowo „qajaq” pochodzi z języka grenlandzkiego i oznacza dosłownie „łódź myśliwego” – pierwotnie budowana była ze szkieletu z kości wielorybich i drewna wyrzuconego przez ocean, obciągniętego skórą fok.

Dziś turyści mogą doświadczyć tej wielowiekowej tradycji, wiosłując nowoczesnymi, ale wciąż smukłymi kajakami wśród pływających kier lodowych w spokojnych wodach fiordów w pobliżu Ilulissat, Nuuk czy Tasiilaq. Cisza jest tu wszechobecna – słychać tylko plusk wiosła i delikatne pękanie lodu, a niekiedy z bliska można podziwiać rzeźbiarskie formy małych gór lodowych, niedostępne z pokładu większej łodzi.

Doświadczeni instruktorzy, często sami Grenlandczycy wychowani w tradycji polowań, uczą uczestników nie tylko techniki wiosłowania, ale i szacunku wobec lodu – bryły potrafią się nagle obracać lub pękać, dlatego zawsze zachowuje się bezpieczny dystans. To jedna z najbardziej autentycznych form kontaktu z żywiołem, jaką Arktyka ma do zaoferowania.

Nocleg w namiocie lub luksusowym campie na skraju lodowca pod słońcem północy

Między majem a sierpniem słońce w północnej Grenlandii w ogóle nie zachodzi – zjawisko zwane słońcem północy sprawia, że dzień trwa 24 godziny, a nocleg pod gołym niebem na skraju lodowca staje się doświadczeniem zupełnie innym niż gdziekolwiek indziej na świecie. Zasypianie i budzenie się w pełnym, złotym świetle, bez zmierzchu i świtu, zaburza poczucie czasu w sposób, który wielu podróżników opisuje jako wręcz medytacyjny.

Opcje noclegu wahają się od prostych namiotów rozbitych bezpośrednio na krawędzi lądolodu, przez tradycyjne obozowiska inspirowane inuickim stylem życia, po luksusowe glampingowe campy z ogrzewanymi namiotami, prywatnymi łazienkami i panoramicznymi oknami, jak choćby słynny camp World of Greenland w pobliżu Kangerlussuaq czy ekskluzywne obozy w okolicach Ilulissat.

Wieczorem (a właściwie przez całą dobę) słychać tylko wiatr i odległe trzaski pękającego lodu, a temperatura, mimo pełnego słońca, potrafi spaść blisko zera. To doświadczenie zanurzenia się w arktycznej naturze – całkowitego odcięcia od cywilizacji, elektryczności miejskiej i pośpiechu, na rzecz surowego, ale niezwykle oczyszczającego kontaktu z żywiołem lodu i światła.

Spotkanie z lokalną kulturą Inuitów i degustacja tradycyjnych arktycznych przysmaków

Prawdziwej Grenlandii nie da się poznać wyłącznie przez krajobrazy – jej duszą są ludzie, głównie Kalaallit, czyli grenlandzcy Inuici, stanowiący około 90% populacji wyspy, których przodkowie przybyli tu z Kanady w ramach kultury Thule około 1000 lat temu. Odwiedzając lokalne osady, można wziąć udział w warsztatach tradycyjnego bębnienia i śpiewu gardłowego (katajjaq), obejrzeć rzeźbienie w kości wieloryba i steatycie, czy posłuchać opowieści przekazywanych ustnie od pokoleń o duchach lodu i polowaniach na wieloryby.

Nieodłącznym elementem kultury jest kuchnia, wciąż mocno oparta na tym, co daje ocean i tundra. Odważni podróżnicy mogą spróbować suszonej ryby (ammassat), surowego mięsa wieloryba (mattak) o orzechowym posmaku, gulaszu z reniferów lub piżmowołów, a nawet tradycyjnego przysmaku kiviaq – fermentowanych ptaków zaszytych w skórze foki, serwowanego zazwyczaj tylko przy specjalnych okazjach.

Wiele osad, jak Sisimiut czy Ilulissat, organizuje spotkania z lokalnymi rodzinami, podczas których można usłyszeć historie o życiu na granicy przetrwania w jednym z najsurowszych klimatów świata – doświadczenie, które nadaje głębszy, ludzki wymiar całej arktycznej podróży.

Grenlandia to kraina, która nagradza tych, którzy dają jej czas. Niezależnie od tego, czy wybierzecie rejs wśród gór lodowych w Ilulissat, wyprawę psim zaprzęgiem przez arktyczne pustkowia, czy spokojną kąpiel w gorących źródłach z widokiem na dryfujący lód, jedno jest pewne: żadne zdjęcie ani opis nie oddadzą w pełni skali i ciszy tego miejsca. To podróż, która zmienia perspektywę – uczy pokory wobec natury i pokazuje, że najpiękniejsze zakątki świata wciąż czekają tam, gdzie mapy kończą się na białej plamie. Grenlandia nie jest kierunkiem dla każdego – ale dla tych, którzy zdecydują się ją odwiedzić, staje się podróżą życia.

Aga Spiechowicz

Aga Spiechowicz

Zwariowana wariatka o pozytywnym usposobieniu, zagrzebana w książkach miłośniczka kotów, kąpieli w przeręblu i długich wędrówek po beskidzkich szlakach. Gdy wystawi nos z lektury i akurat nie wyrusza na włóczęgę, lubi zgłębiać tajniki zielarstwa, projektować książki i eksperymentować z fotografią. W Planet Escape wypełnia zawartością niezliczone strony przewodników, wciąż wydłużając listę krajów do odwiedzenia – w końcu, według św. Augustyna, „świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę".