Loading

Wolontariat – pomóż zwierzętom i przeżyj przygodę!

Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu

Wolontariat – pomóż zwierzętom i przeżyj przygodę!

Zwierzęta. Chyba nie ma osoby, która miałaby do nich negatywny, a nawet wrogi stosunek (pomijając oczywiście tych, którzy świadomie je krzywdzą). Prawie każdy z nas miał lub ma w swoim domu pupila, mniejszego bądź większego. Takiego, do którego mówi, przytula się, którego głaska po głowie i zwierza się, gdy nie ma w pobliżu nikogo, kto go zrozumie. I bez znaczenia, czy jest to mała myszka, czy wielki berneńczyk. Niezależny kot czy niebezpieczny pyton. Choć dzielą z nami każdy dzień, a ich wolność jest ograniczona, warto pamiętać, że to przede wszystkim zwierzęta, które posiadają instynkty. Niezależnie od stopnia udomowienia mogą się one objawić w najmniej spodziewanych momentach (niekiedy powodując zagrożenie). Ale czy możemy mieć o to pretensje? A może właśnie za to je kochamy? Za to, że nie są tylko pluszowymi maskotkami, ale potrafią być również prawdziwymi przyjaciółmi. Przykłady przyjaźni międzygatunkowych można byłoby mnożyć w nieskończoność. Zajmijmy się jednak nieco mniej znanym aspektem stosunków między człowiekiem i zwierzęciem, prawdziwie dzikim zwierzęciem.

Schroniska dla bezdomnych zwierząt w naszym kraju niejednokrotnie pękają w szwach. Do tego warunki, jakie w nich panują, nie zawsze są najlepsze. Bez wolontariuszy los tych ośrodków, a w związku z tym także psów i kotów, które w nich przebywają, byłby przesądzony. Pomagają oni weterynarzom, wyprowadzają psy na spacer i dbają o czystość w ich pomieszczeniach. Nigdy nie będzie ich za dużo. Każda para rąk do pracy jest przydatna. Satysfakcja z niesienia pomocy bezbronnym zwierzętom, z utęsknieniem wyczekującym na nowy dom, jest bezcenna.

Pomoc na miejscu, w okolicy miejsca swojego zamieszkania, jest najpopularniejszą formą wolontariatu, ale nie jedyną. Domy tymczasowe, adopcje wirtualne czy praca w fundacji – wszystko to pomaga przynieść ulgę zwierzętom w cierpieniu, zarówno fizycznym, jak i przede wszystkim psychicznym.

Zwierzęta w naszym życiu nie zjawiają się bez powodu: udzielają nam nauk o tym, jak zostać lepszym człowiekiem. Cesar Millan

No dobrze, ale co to ma wspólnego z podróżami? Czy wybierając się na drugi koniec świata nie myślimy jedynie o leżeniu na plaży, zwiedzaniu starożytnych zabytków i znalezieniu knajpy z najlepszym lokalnym jedzeniem? Jak najbardziej. Czy ktoś może mieć do nas pretensje, że chcemy wypocząć, biernie bądź aktywnie, nie myśląc o codzienności? Nie może. Podróże kształcą. Jedne bardziej, drugie mniej, ale zawsze wynosimy z nich coś ważnego. Warto jednak czasami urozmaicić naszą podróż i zrobić coś niestandardowego, coś co zapamiętamy do końca życia.

Spędzić miesiąc w dżungli, w nieziemskim upale i przy zabójczej wilgotności powietrza? Zrezygnować z wygód, pomagając osieroconym lub wyrwanym z rąk kłusowników zwierzętom? Wyciągać pijawki, ochoczo wysysające krew z naszego ciała, a do tego – jeszcze za to wszystko zapłacić? Niewielu decyduje się na coś takiego i też nie jest to propozycja dla każdego.

Nie znajdziecie oferty tych wyjazdów u wiodących touroperatorów. Jeśli dochodzi do jakiegokolwiek kontaktu turystów ze zwierzętami podczas takich wyjazdów, jest to najczęściej jazda na słoniach czy podziwianie pokazów tresowanych gatunków, niejednokrotnie przymuszanych do tego siłą i oddzielanych w młodości od rodziców.

Wolontariat dla zwierząt w egzotycznych zakątkach świata nie musi być celem samym w sobie. Można go połączyć z podróżą po określonym rejonie, dzięki czemu nie będzie to wyjazd stricte pomocowy, a znajdzie się w nim także czas na odpoczynek. Warto wtedy wygospodarować więcej czasu. Tydzień może okazać się zbyt krótkim okresem. Zanim zdążymy zżyć się ze zwierzęciem, któremu będziemy pomagać, poznać jego zwyczaje, będziemy musieli już wyjeżdżać. Może uda się przeznaczyć na tę część podróży co najmniej dwa tygodnie? Dotarcie do poszczególnych ośrodków pomocy oraz pobyt na miejscu zazwyczaj opłaca się we własnym zakresie. Przed przyjazdem można zaszczepić się na wściekliznę, gdyż dzikie zwierzęta są nieprzewidywalne i mimo środków bezpieczeństwa, które stosują placówki, nie warto ryzykować.

Wolontariuszem może zostać każdy, jeśli tylko zdrowie mu na to pozwala, choć istnieją ośrodki, w których poszukuje się wyłącznie weterynarzy lub studentów tego kierunku. Warunki niesienia pomocy różnią się w zależności od ośrodków. W przypadku większości z nich (np. Costa Rica Animal Rescue Center, Atoll Marine Centre), wymagane jest wypełnienie odpowiednich formularzy i przesłanie ich na adres organizacji. W innych wystarczy po prostu stawić się na miejscu i rozpocząć posługę. Wiele miejsc, szczególnie tych oddalonych od cywilizacji i mało znanych, cieszy się z każdych dodatkowych rąk do pracy, gdyż tej nigdy nie brakuje. Wyjazd można zorganizować we własnym zakresie lub korzystając z pomocy organizacji wyspecjalizowanych w ich przygotowaniu (np. Projects Abroad: www.projects-abroad.pl lub Go Overseas: www.gooverseas.com).

Ośrodki, w których można pomagać dzikim zwierzętom, są rozsiane po całym świecie. Pomagają rannym osobnikom, ofiarom handlu i kłusownictwa, a także sierotom. Spośród ich niezliczonej ilości wybraliśmy  kilka, z każdej części świata. Jeśli tylko czujemy się na siłach, warto rozważyć tę opcję podczas planowania podróży. Poza czerpaniem radości ze zwiedzania, możemy bowiem otrzymać coś jeszcze cenniejszego – satysfakcję z pomocy zwierzętom, które bez nas nie poradziłyby sobie w naturze.

Wybierając ośrodki, w których można pomagać, zachowajmy czujność. Szczególnie w Afryce i w popularnych turystycznie destynacjach znajdują się miejsca, gdzie zwierzęta są przetrzymywane wyłącznie dla pieniędzy, a możliwość „pogłaskania” lwów czy innych zagrożonych gatunków stanowi dodatkową atrakcję podczas wyjazdu. Główny cel, jaki powinien przyświecać tym ośrodkom, czyli pomoc zwierzętom, schodzi na dalszy plan. Niechlubny prym wiedzie pod tym względem Republika Południowej Afryki, która uczyniła z tego coś na kształt nowej gałęzi turystyki. Wybierając się na wakacje do RPA, warto się zatem zastanowić, czy miejsce do odbycia wolontariatu, które wytypowaliśmy, faktycznie pomaga zwierzętom, czy tylko wyciąga od turystów pieniądze.

Leniwce w Kostaryce

Niewielki, ale niezwykle zróżnicowany pod względem przyrodniczym kraj Ameryki Środkowej zachwyci każdego. Podróż do Kostaryki to zanurzenie się w dziewiczej naturze, pełnej kolorów i finezyjnych kształtów. Bogactwo fauny i flory przyciąga tak turystów, jak i kłusowników oraz handlarzy gatunkami chronionymi. W celu ochrony zwierząt takich jak m.in. leniwce, małpy czepiaki czy mrówkojady, utworzono tu Costa Rica Animal Rescue Center (http://www.costaricaanimalrescuecenter.org),  które zajmuje się ratowaniem oraz rehabilitacją dzikich zwierząt. Ośrodek znajduje się w środkowej części Kostaryki, w miejscowości Cebadilla. Trafiają tu zwierzęta ranne, okaleczone, zmaltretowane oraz osierocone. Ich historie bywają niekiedy tak dramatyczne, że ciężko sobie je wyobrazić.  Najlepszym przykładem jest czepiak o imieniu Ghandi, który był trzymany w kącie baru i pojony alkoholem i kawą, a także częstowany papierosami. Trafił do ośrodka jako uzależniony.

Zasadniczym celem ośrodka jest rehabilitacja zwierząt i doprowadzenie ich do takiego stanu, aby mogły zostać wypuszczone na wolność. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Osobniki, które na wolności mogłyby stanowić zagrożenie dla człowieka, lub niespotykane w środowisku naturalnym w Kostaryce (np. uistiti białouche), są otaczane opieką i pozostają w ośrodku.

Jeśli znacie hiszpański lub angielski w podstawowym zakresie, nie przeszkadza Wam wilgotny, tropikalny klimat – zgłoście się! Przedłużcie swoje wakacje w Kostaryce, nie tylko obserwując zwierzęta z dystansu, ale dotykając je, karmiąc, bawiąc się z nimi, budując im schronienia lub pomagając weterynarzom w ich pracy (ważąc zwierzątka czy przytrzymując je podczas zabiegów). Wszystko to w miłej i przyjaznej atmosferze, poznając ludzi, którzy tak jak Wy kochają zwierzęta. Wasze serca podbiją w szczególności leniwce, których jest tu chyba najwięcej. Widok małego, osieroconego zwierzaka może rozczulić i sprawić, że łzy popłyną Wam z oczu. Będą to jednak łzy szczęścia. Oprócz leniwców w ośrodku leczone są inne gatunki zwierząt, począwszy od sów, poprzez uistiti białouche (zwane potocznie marmozetami), po mrówkojady i żółwie.

Przyjmowane są zgłoszenia od  osób w wieku 18–70 lat, które mają przynajmniej tydzień wolnego (zalecane minimum: dwa tygodnie), cieszą się ogólnym zdrowiem oraz mogą wygospodarować 35 USD dziennie na pobyt w ośrodku (co w zamian daje im pełne wyżywienie z zakwaterowaniem we wspólnych pomieszczeniach). Wstępne zgłoszenia przyjmowane są mailowo.

Żółwie morskie na Malediwach

Malediwy to chyba ostatnie miejsce, o którym moglibyście pomyśleć w kontekście wolontariatu zwierzęcego. A jednak. Nawet tam, na wyspach, które kojarzą się z luksusem, błogim wypoczynkiem i relaksem do kwadratu, znajdują się ośrodki zajmujące się ochroną dzikich zwierząt, w szczególności żółwi morskich. Atoll Marine Centre, mieszczący się na wyspie Naifaru, jest jednym z nich.

Żółwie morskie to termin obejmujący wiele gatunków. Są one narażone na liczne niebezpieczeństwa. Kłusownictwo, niewidzialne dla nich sieci rybackie, niszczenie siedlisk czy nielegalny handel – to wszystko sprawia, że konieczna jest ich ochrona. Do ośrodka na Malediwach trafiają osobniki z nielegalnych hodowli i ranne. Po opatrzeniu ran i rehabilitacji, wypuszcza się je z powrotem do ich naturalnego środowiska – oceanu.

Na miejscu wolontariusze ściśle współpracują z biologami morskimi. Oprócz pomocy przy karmieniu i opatrywaniu żółwi morskich, uczestnicy programu zajmują się pracami administracyjnymi, badaniami raf koralowych oraz utrzymaniem porządku na plażach. Wiedza, którą uzyskują w ten sposób, jest bezcenna.

Aby pomagać, trzeba spełnić kilka warunków. Należy być w wieku 18–65 lat, mieć przynajmniej dwa tygodnie wolnego (zalecane minimum: trzy tygodnie), umieć dobrze pływać oraz posiadać własny sprzęt do snorkelingu. Programy, do których można przystąpić, zaczynają się w czwartki i soboty. Ceny za dwutygodniowy pakiet pobytowy zaczynają się od ok. 1400 USD (to opłata za transport na Malediwach, nocleg i pełne wyżywienie). Dodatkowo ośrodek organizuje raz w tygodniu bezpłatne wycieczki po okolicy. Wstępne zgłoszenia przyjmowane są poprzez formularz kontaktowy dostępny na stronie internetowej http://www.atollvolunteers.com/programmes/marine-conservation-programme.

Pandy wielkie w Chinach

Któż z nas nie słyszał o misiach panda, żyjących w górskich lasach bambusowych środkowych Chin, głównie w prowincji Syczuan? Panda wielka stała się światowym symbolem walki o ratowanie zagrożonych gatunków oraz zwierzęciem narodowym Chin. Gadżety związane z misiami można tam spotkać prawie wszędzie i są ciekawą pamiątką z podróży do Chin. Dba się o pandy do tego stopnia, że pojawiają się narzekania, szczególnie chłopów z górskich osad w Syczuanie, że są one traktowane lepiej niż miejscowa ludność. Nie zmienia to faktu, że projekt odbudowy populacji tych sympatycznych zwierząt zajadających bambusowe pędy można uznać za sukces. Mimo tego do pełni szczęścia wciąż trochę brakuje i w miejscach zajmujących się ich ochroną nadal potrzebne są ręce do pracy.

W Chinach istnieje sporo ośrodków, w których otacza się troską te sympatyczne zwierzęta. Najbardziej znanym jest ten w Chengdu, ale chcielibyśmy Wam nieco przybliżyć inny, będący oddziałem The China Conservation and Research Center for the Giant Panda. Jest on położony ok. 70 km od Chengdu, w miejscowości Bifengxia. Zajmuje się zarówno hodowlą pand, ich leczeniem, jak i badaniami naukowymi. Mieści się tu plantacja bambusów oraz baza noclegowa dla turystów i wolontariuszy. Sporą część osobników stanowią tu pandy przeniesione z ośrodka Wolong po trzęsieniu ziemi w 2008 r.

Wolontariusze zajmują się karmieniem zwierząt, sprzątaniem ich boksów, ścinaniem pędów bambusa i innymi dorywczymi zajęciami. Warto pamiętać o tym, że mimo swojego „słodkiego” wyglądu,  pandy to drapieżniki i bywają agresywne, dlatego należy zachować rozwagę podczas bezpośredniego kontaktu. Zabawa z pandami, ze względu na bezpieczeństwo wolontariuszy i ryzyko przenoszenia chorób, jest zabroniona.

Osoby w wieku 18–50 lat, sprawne fizycznie, znające w stopniu podstawowym język angielski lub chiński, które mają przynajmniej tydzień wolnego, są mile widziane. Trzeba wygospodarować ok. 100 USD na dzień pobytu (opłata za transfery w Chinach, nocleg i pełne wyżywienie). Wstępne zgłoszenia przyjmowane są mailowo pod adresem pandavolunteerbfx@163.com.

Misie Koala i kangury w Australii

Podróż na Antypody jest marzeniem wielu z nas. Liczba endemitów, które występują na tym najmniejszym kontynencie świata, przyprawia o zawrót głowy. Bez pomocy tysięcy wolontariuszy wielu przedstawicieli zagrożonych gatunków nie udałoby się uratować. Dlatego tak ważne jest, aby w misiach koala, psach dingo czy diabłach tasmańskich widzieć nie tylko symbole Australii, ale zwierzęta, których kiedyś, bez naszej pomocy, może zwyczajnie zabraknąć.

Wild Animal Sanctuary, zlokalizowane w południowo-wschodniej Australii, w miejscowości Calga, 50 km na północ od Sydney, to ośrodek położony na terenie największego we wschodniej Australii naturalnego buszu. Znalazło w nim schronienie ponad 180 gatunków zwierząt (w tym misie koala, wombaty, kolczatki, kangury), najczęściej rannych na skutek wypadków oraz osieroconych.

Wolontariusze biorą udział w licznych pracach w ośrodku. Dbają o czystość i porządek na jego terenie, karmią zwierzęta, wspierają programy edukacji ekologicznej oraz pomagają w sklepie z pamiątkami, gdyż centrum można odwiedzać także w celach turystycznych.

Wolontariusze muszą być w wieku 18–82 lat, znać w stopniu podstawowym język angielski, mieć dwa tygodnie wolnego i zapłacić ok. 2000 EUR za cały pobyt (opłata za transfery w Australii, nocleg i pełne wyżywienie oraz dwudniowy pobyt adaptacyjny w Sydney). Zgłoszenia przyjmowane są za pośrednictwem agencji, m.in. na stronie internetowej https://www.goeco.org/area/volunteer-in-australasia/australia/wild-animal-rescue.

Możliwości niesienia pomocy zwierzętom jest sporo i to od nas należy, które z nich wybierzemy. Wycieczkę do Meksyku, Indii czy nawet na Malediwy można urozmaicić, przy okazji robiąc coś dobrego. Wrócimy wówczas do kraju z poczuciem wykonania swojej małej misji, która będzie może niewielkim, ale ważnym elementem składającym się na całość złożonego procesu ratowania gatunków. Wspomnień i nawiązanych dzięki temu przyjaźni nikt Wam nie zabierze. Kto wie? Może jednorazowa przygoda będzie inspiracją i bodźcem do podróżowania w kolejne egzotyczne miejsca na mapie świata? Tego sobie i Wam życzymy.

Dzikie koty w RPA

Niezwykłe zróżnicowanie przyrodnicze i bogactwo krajobrazowe RPA sprawia, że kraj ten jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Afryce, a zarazem idealnym kierunkiem na wakacje. Ilość dzikich zwierząt, która tu żyje, wraz z rozwijającą się turystyką sprawiają jednak, że nie zawsze są one dobrze traktowane. W jednym z poprzednich akapitów wspominaliśmy, że nawet w ośrodkach, które teoretycznie powinny zajmować się ich ochroną, zdarzają się sytuacje, w których dobro zwierząt schodzi na dalszy plan, a głównym celem jest żądza niepohamowanego zysku.

Spośród wielu ośrodków pomocy w RPA, pozytywnie wyróżnia się pod tym względem Felidae Centre. Ośrodek znajduje się 30 km na południowy wschód od miasta Kimberley i zajmuje się pomocą głównie dzikim kotom, takim jak lwy, gepardy, serwale czy szakale. Trafiają tu zwierzęta, które wykupiono z tzw. farm, czyli miejsc, w których za odpowiednią opłatą można do nich strzelać i na nie polować. Koty, które były trzymane w domach jako zwierzęta domowe i znudziły się właścicielom, także znajdują tu schronienie. W zależności od stanu zdrowia, ośrodek zajmuje się ich ochroną, rehabilitacją i wypuszczaniem na wolność.

Zadaniem wolontariuszy pracujących w ośrodku jest karmienie zwierząt, sprzątanie ich wybiegów, doraźna opieka i pomoc weterynarzom w podstawowym zakresie, sprzedaż pamiątek, a także oprowadzanie gości po ośrodku (centrum pełni funkcje edukacyjne).

Wolontariusze muszą mieć ukończone 18 lat, znać w stopniu podstawowym język angielski, mieć przynajmniej 17 dni wolnego i zapłacić od ok. 1500 EUR za cały pobyt (opłata za transfery w RPA, noclegi i pełne wyżywienie oraz dwudniowy pobyt adaptacyjny w Johannesburgu). Zgłoszenia przyjmowane są na stronie internetowej ośrodka: http://www.felidaecentre.co.za. Znajdziecie tam także więcej informacji na jego temat.

Słonie w Tajlandii

Jeśli wydaje Wam się, że w Tajlandii widzieliście już wszystko i nie macie pomysłu na kolejną wyprawę w ten rejon świata, mamy dla Was dobrą wiadomość. Nawet podczas zwykłej podróży do Tajlandii możecie przeżyć przygodę, którą zapamiętacie na długo, przy okazji pomagając zwierzętom będącym symbolem tego kraju – słoniom. W Tajlandii stały się one produktem turystycznym i trudno znaleźć miejsce, gdzie nie działaby się im krzywda. Postanowiliśmy Was w tej kwestii wyręczyć i przedstawić ośrodek, w którym znalazły swój upragniony azyl te sympatyczne i inteligentne zwierzęta.

Elephant Valley, bo tak nazywa się projekt zaangażowany w prowadzenie ośrodka, znajduje się w okolicy najbardziej na północ wysuniętego miasta Tajlandii – Chiang Rai. Żyje tu kilka słoni, które w przeszłości były wykorzystywane w przemyśle turystycznym i pomagały Tajom w pracach polowo – leśnych. W ośrodku żyją bezstresowo, ciesząc się każdym dniem. Nie są głaskane, nie pływają z nimi turyści, nie jeżdżą na ich grzbietach. Nie robią niczego, co wprawiałoby je w zły nastrój.

Zadaniem wolontariuszy pracujących w ośrodku jest przede wszystkim pomoc w karmieniu zwierząt i… dbanie o ich dobre samopoczucie w ogólnym tego słowa znaczeniu. Nagrodą za pracę i włożony wysiłek jest widok szczęśliwych słoni i ich radosne odgłosy, dochodzące z zewnątrz do miejsca zakwaterowania.

Wolontariusze chcący pracować w ośrodku powinni mieć ukończone 18 lat oraz znać w stopniu podstawowym język angielski. Nie jest określony minimalny koszt oraz czas przeznaczony na wolontariat. Można tu przyjechać również w celach turystycznych na dzień lub dwa. Informacje na temat ośrodka i projektu znajdziecie na stronie http://www.elephantvalleys.com.

Możliwości niesienia pomocy zwierzętom jest sporo i to od nas należy, które z nich wybierzemy. Wycieczkę do Meksyku, Indii czy nawet na Malediwy można urozmaicić, przy okazji robiąc coś dobrego. Wrócimy wówczas do kraju z poczuciem wykonania swojej małej misji, która będzie może niewielkim, ale ważnym elementem składającym się na całość złożonego procesu ratowania gatunków. Wspomnień i nawiązanych dzięki temu przyjaźni nikt Wam nie zabierze. Kto wie? Może jednorazowa przygoda będzie inspiracją i bodźcem do podróżowania w kolejne egzotyczne miejsca na mapie świata? Tego sobie i Wam życzymy!

Paweł

Paweł

Zakochany w górach i krajach wschodniej Europy wędrowiec, starający się podróżować w każdej wolnej chwili i uwieczniać na zdjęciach piękno otaczającego świata. Przedkłada mroźne i surowe klimaty nad piaszczyste plaże, poszukując nowych bądź zapomnianych miejsc z historią w tle. Gdy nie podróżuje, lubi odpoczywać u boku swego kociego przyjaciela, Buby.

!
Ta strona używa plików cookies.