Loading

Meksykańskie Top 10!

Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu

Meksykańskie Top 10!

Gdy myślę o Meksyku, przywołuję w pamięci obraz maleńkiego kościółka w San Juan Chamula, w którym przenika się zapach palonego kopalu i igliwia, odgłosy modlących się Tzutujil i jednostajna melodia wtórująca tym modlitwom. Czuję zapach czekolady i chili oraz smak świeżego mango z targu w San Cristobal de las Casas. Pod stopami mam drobny, biały piasek z Tulum, a przed oczami wszystkie odcienie błękitu karaibskiego morza i całą gamę soczystych odcieni zieleni meksykańskiej dżungli.

Oto moje meksykańskie top 10, czyli miejsca do których uwielbiam wracać podczas kolejnych wypraw do Meksyku i do których często wracam wspomnieniami:

  • Tulum – bezkonkurencyjnie najpiękniejsza plaża na karaibskim wybrzeżu Meksyku – długa, szeroka, o białym piasku struktury mąki… . Idealna nie tylko dla leniuchów, ale także dla miłośników długich spacerów po plaży. W przerwach pomiędzy plażowaniem i bujaniem się w hamaku zawieszonym pomiędzy palmami można spróbować swoich sił w kitesurfingu. Tutaj panują bowiem rewelacyjne warunki do uprawiania tego sportu. W Tulum znajdziesz kilka szkół, w których profesjonalni instruktorzy nauczą Cię podstaw lub pomogą Ci rozwinąć swoje umiejętności. Możesz też wsiąść na rower i poznać okolicę na dwóch kółkach (również w celu spalenia kalorii nabytych podczas zajadania się pysznymi tacos czy burritos 🙂 ).
    W Tulum znajdują się malowniczo położone ruiny majańskiego miasta o tej samej nazwie. Wybudowane zostały  na 12 metrowym urwisku klifowym, co zapewnia bajeczny widok na Morze Karaibskie. Spacerując pomiędzy  świątyniami poświęconym majańskim bogom spotkasz wiele leniwych iguan, a na koniec zejdziesz do położonej  między skałami cudownej plaży, by zażyć orzeźwiającej kąpieli.
  • Isla Holbox – to mała karaibska wysepka, jedno z nielicznych miejsc na meksykańskim wybrzeżu, które nie zostało jeszcze najechane przez hordy turystów. Nadal można cieszyć się tu spokojem, kameralnością, rajskimi bezludnymi plażami i wspaniałym lazurem morza. Na wyspie nie ma prawie w ogóle samochodów, a głównym środkiem transportu są wózki golfowe, rowery oraz skutery. Nad ulicami, które pokrywa warstwa piasku, chylą się kokosowe palmy. Wyspa oddzielona jest od stałego lądu przez lagunę będącą sanktuarium przyrodniczym dla różnych gatunków zwierząt i ptactwa, w tym flamingów i pelikanów. Pomiędzy czerwcem a wrześniem w Isla Holboxpobliże wyspy przypływa rekin wielorybi, daje to możliwość spotkania z tym olbrzymem podczas nurkowej wyprawy. Wyspa Holbox bez wątpienia jest eldorado dla osób zafascynowanych podwodnym światem.To świetna alternatywa przed wszystkim dla osób, które chcą uciec od turystycznych resortów i kurortowych koszmarków majańskiej riwiery. Można się tam poczuć jak na końcu świata.
  • Valladolid – ta niewielka, spokojna miejscowość na Jukatanie skradła mi serce. Kolorowe, niskie domki, kolonialne kamienice, brukowane uliczki i spacerujące po nich kobiety ubrane w tradycyjne stroje. To sprawia, że nie można mu odmówić uroku. Valladolid jest niezwykle wdzięczne – można tu Cenoteskosztować autentycznej meksykańskiej kuchni, na lokalnym targu zakupić egzotyczne owoce, odwiedzić pachnące muzeum czekolady lub po prostu usiąść w parku na głównym placu miasta i przyglądać się jego życiu. Miłośnicy kultury i historii Meksyku będą mieć w Valladolid świetną bazę wypadową do zwiedzania pobliskich stanowisk archeologicznych. Zaledwie 50km stąd znajduje się osławione Chichen Itza. Spędzając wcześniejszą noc w Valladolid możesz dotrzeć do niego tuż przed tłumami turystów przyjeżdżających nieco później z Cancun.Warto też zobaczyć mniej turystyczne ruiny Ek Balam czy wspiąć się na najwyższą piramidę północnego Jukatanu w Coba. W okolicach znajduje się też wiele podziemnych jaskiń wypełnionych wodą – cenote. Nawet w centrum Valladolid znajdziesz jedno z nich – kilkanaście metrów od centrum miasta jest cenote Zaci. Warto udać się też na rowerze do cenote Dzitnup i Samula.
  • Chiapas – to nazwa stanu w południowym Meksyku, który dla mnie osobiście jest kwintesencją tego kraju. Jeśli chcesz zobaczyć jaki Meksyk jest naprawdę, to nie możesz ograniczać się do karaibskiego wybrzeża, Chichen Itza czy Miasta Meksyk. Musisz koniecznie udać się do Chiapas! Jest to stan, gdzie spotkasz najwięcej ludności Indigena w całym Meksyku. Będziesz mieć okazję poznać ich tradycję, rytuały, barwne rękodzieło, zobaczyć w jaki sposób obchodzą znane nam katolickie święta. Spędzisz kilka dni w niezwykle urokliwym kolonialnym mieście San Cristobal de las Casas. W tym miejscu muszę Ci coś wyznać: to miasto jest niebezpieczne! Gdy już raz postawisz w nim swoją nogę, będzie Cię za nią trzymać i… nie puści! Znam wiele osób z Polski, które z San Cris związało swoje życie i zamieszkało tam na stałe. To miasto ma w sobie to COŚ: artystyczną atmosferę i zawadiacki pazur. Dla mnie San Cris pachnie przede wszystkim świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy, który można dostać na każdym rogu ulicy.W Chiapas znajdziecie również malownicze jezioro Montebello, kanion rzeki Sumidero, wodospady Agua Azul i Misol Ha oraz ukryte w dżungli i trudno dostępne ruiny majańskich miast – Yaxchilan i Bonampak.Za każdym razem, gdy pojawiam się w San Cris, jadę do małego miasteczka San Juan Chamula. To miejsce magiczne. W małym kościółku Świętego Jana Chrzciciela w centrum Chamuli odbywają się przedziwne rytuały. Po przekroczeniu progu świątyni poczujesz zapach palonego kopalu, na posadzce leży igliwie i kolorowe świece, a w poprzek nawy wiszą  kolorowe szarfy. W środku nie ma ławek, klęczników ani konfesjonałów. Żarliwie modlący się     ludzie klęczą i kołyszą się niczym w transie w rytm słów i jednostajnej muzyki. Modląca się w kościele ludność Tzutujil dokonuje tam rytuałów oczyszczenia: z torby wyciągana jest żywa kura, która według wierzeń ma wyciągać złą energię z osoby, za którą sprawowane są modlitwy. Zatacza się nią koła nad świecami lub wybraną osobą, a na końcu ukręca się jej kark! Rytuał oczyszczenia wspomagany jest przez dużą ilość Coca Coli i poxu – mocnego majańskiego trunku z kukurydzy.
  • Herve de AquaHierve del Agua – ten niezwykły cud przyrody znajdziecie w stanie Oaxaca, w centralnym Meksyku. Na pierwszy rzut oka wygląda na spektakularny wodospad. To jednak igrająca z naszymi zmysłami natura, gdyż okazuje się, że to nic innego, jak formacja skalna powstała z wyniku działania minerałów znajdujących się w wodzie wypływającej na szczycie klifu. Ten skamieniały wodospad oraz otaczające go, kipiące zielenią góry i dolinę Oaxaca można podziwiać siedząc w naturalnych basenach z turkusową wodą, znajdujących się praktycznie na skraju klifu. Śmiało można powiedzieć, że to najpiękniejszy „infinity pool” na świecie.
  • Palenque – są miejsca, gdzie można poczuć się niemal jak Indiana Jones. Jednym z nich jest Palenque, które uważane jest za jedno z najważniejszych i zarazem najpiękniejszych majańskich miast. Tajemnicze grobowce, świątynie i piramidy skrywają tam największe sekrety tej cywilizacji i po dzień dzisiejszy jest tu wiele niewiadomych, których archeologom nie udało się wyjaśnić. Meksyk - PalenqueOgromne kamienne budowle zostały odnalezione w XVI wieku w sercu dzikiego i przepastnego lasu deszczowego przez zakonnika Ramon Ordonez y Aguilar. To, jak wyglądało porzucone miasto, pobudza dzisiaj wyobraźnię każdego podróżnika. Zostało ono wręcz wydarte dżungli, rozciągało się na 8km2, ale jedynie 10% tego obszaru zostało dziś udostępnione do zwiedzania. Odkryta została piękna Świątynia Inskrypcji, na której zobaczycie hieroglify stanowiące prawdopodobnie kronikę władców. Pod piramidą odkryto grobowiec Pakala Wielkiego – najważniejszego władcy Palenque. Każda budowla kryje mnóstwo tajemnic: ukryte tunele, obserwatoria, grobowce, ołtarze, na których dokonywano religijnych rytuałów, boiska do gry w pelotę. Na trasie podróży po Meksyku tego miejsca po prostu nie może zabraknąć.
  • Oaxaca – to miasto pachnie czekoladą i mezcalem. Jest oceanem iście hedonistycznych przyjemności: jedzenia, sztuki i dobrej zabawy. Tutaj, przejście 500 metrów może potrwać nawet parę godzin. Co może się zdarzyć na tak krótkim dystansie? A… no może się zdarzyć stoisko ze świeżymi owocami, kubek gorącej czekolady z cynamonem (bo właśnie z Oaxaca pochodzi czekolada!), piekarnia z pulchnymi wypiekami, no i Oaxacatarg, czyli mercado – a tutaj degustacji nie będzie końca. Wszystko kusi i wabi, nie sposób się oprzeć. Szczególnie białym serom – kolejnej dumie Oaxaci. Trzeba też skosztować lokalnego przysmaku – chapulines, czyli koników polnych, które sprzedawane są na każdym rogu, a które uważane są za witaminową bombę, a nawet afrodyzjak! Wieczorami rozpoczynają się wernisaże, które skupiają lokalnych artystów, studentów i tych łaknących estetycznych wrażeń. Po zmroku zapełniają się również mezcalerie, do których ściągają wielbiciele mezcalu – mocnego trunku z agawy, który jest tutaj remedium na wszystko, na każdą dolegliwość fizyczną czy duchową. Mawiają tu: „Para todo mal – mezcal, para todo bien, tambien” (w tłumaczeniu brzmi to mniej więcej: jak jest źle – mezcal, a jak jest dobrze – też). Dalsza część brzmi: „si no hay remedio, litro y medio”, czyli jeśli dalej nie pomaga, to półtora litra 🙂
  • Zipolite to oaza outsiderów, mała wioska u wybrzeży Pacyfiku, gdzie panuje hippisowski klimat i totalny relaks.Zipolite To kraina „nic-nie-robienia”! Brzmi nieźle, prawda? To „NIC” dotyczy również tzw. dress code, którego tutaj nie ma! Zipolite słynie przede wszystkim z plaży nudystów, a jeśli brakuje Ci odwagi to wystarczy, że ściągniesz sandały i w ten oto magiczny sposób wtopisz się w otaczający krajobraz 😉  Plaże są tu długie i szerokie, cudownie wkomponowane w skalistą okolicę. Bez trudu znajdziesz tutaj kawałek swojego raju.
  • Coyoacan w Mexico City – to dzielnica meksykańskich artystów, pisarzy i poetów. Przyciągnęła mnie tam historia fascynującej malarki Fridy Kahlo. Tam bowiem znajduje się jej rodzinny dom – Casa Azul, gdzie spędziła praktycznie całe swoje życie. Dom kipi kolorami, czuć w nim artystyczną duszę malarki i z łatwością można wyobrazić ją sobie przechadzającą się przez patio w pięknej, tehuańskiej sukni. W Coyoacan czuć atmosferę bohemy, warto uciec tam na jeden dzień z zatłoczonego Mexico Citycentrum stolicy, by odetchnąć i pospacerować po tych urokliwych uliczkach, zwłaszcza jeśli jesteście w Mexico City w weekend. Wtedy do Parque Allende przychodzą weseli staruszkowie, żeby potańczyć wspólnie przy dobrej, latynoskiej muzyce. Za to przede wszystkim uwielbiam ten naród! Mnie do tańca porwał niezwykle energiczny 90-letni pan, który swoją formą zawstydziłby pewnie niejednego młodzieniaszka 😉
  • Cholula i Tonantzintla– te dwie miejscowości znajdziecie 120 km na południowy-wschód od Mexico City. Są wyjątkowe, ponieważ pozwalają zobaczyć, jak wyglądała w praktyce konkwista duchowa Meksyku. W Choluli znajduje się wzgórze Tepanapa, które tak naprawdę jest aztecką piramidą, w dodatku największą na świecie. Mierzy 54 metry wysokości, a w podstawie ma 380 m i 490 m. Jest większa objętościowo od Piramidy Cheopsa. W kulturach mezoamerykańskich występował zwyczaj nadbudowywania piramid. Piramida w Choluli składa się z 7 piramid budowanych jedna na drugiej! W 1518 roku, w krwawej bitwie pod Cholulą, zginęło ponad sześć tysięcy tubylczych wojowników. Armia Montezumy poniosła porażkę, a Cortes splądrował i spalił miasto. Wkrótce po tym na szczycie piramidy wybudował katolicki kościół, mający górować nad pokonanym miastem. Świątynia stoi na wzgórzu Tepanapa po dzień dzisiejszy i jest symbolem krwawej, duchowej konkwisty. Co ciekawe, w centrum piramidy odkryto ok. 8km tuneli, z czego część jest udostępniona do zwiedzania.
    Z biegiem czasu katolicyzm zaczął zajmować miejsce lokalnych kultów (w mniej lub bardziej synkretycznej formie). W pobliskiej wiosce Tonantzintla znajdziecie kościół będący pięknym przykładem tego synkretyzmu. Kult Tonantzin – azteckiej bogini, matki bogów, został zastąpiony kultem Matki Bożej, ale przy budowie świątyni pozwolono lokalnej ludności Indigena ozdobić wnętrza motywami i rzeźbami związanymi z kultem Tonantzin, co miało ułatwić ich ewangelizację. W rezultacie w świątyni znajdziecie więcej motywów indiańskich niż katolickich: ciemnoskóre anioły, tropikalne owoce – papaja, chile, kolby kukurydzy – czy pióropusze. Oba miasteczka można zwiedzić podczas jednodniowej wycieczki zatrzymując się na parę dni w równie ciekawym mieście Puebla.

Mam nadzieję, że udało mi się zaczarować Cię Meksykiem, jego zapachami, kolorami i smakami. Jedź i odszukaj swoje magiczne miejsca podczas wakacji w Meksyku.

Więcej na temat Meksyku: http://planetescape.pl/kraj/meksyk/

Natalia

Natalia

Zakochana na zabój w Ameryce Łacińskiej, którą przemierzyła wzdłuż i wszerz, z hamakiem pod pachą. Niepoprawna optymistka żyjąca w świecie realizmu magicznego. W życiu nie boi się wyzwań: przejechała autostopem pół Europy, zjeżdżała na desce z aktywnego wulkanu w Nikaragui i spędzała sylwestra z Indianami Kuna w Panamie. Pozytywna dusza zespołu Planet Escape, miłośniczka Vargasa Llosy i czarnej jak smoła kawy.

!
Ta strona używa plików cookies.