Loading

Byłem wszędzie – co jeszcze może Cię zaskoczyć?

Zainspiruj się i przeczytaj o podróży swoich marzeń na blogu

Byłem wszędzie – co jeszcze może Cię zaskoczyć?

Każdy z nas szuka mocnych wrażeń. Chcemy przeżyć coś niezwykłego, zostać wytrąceni z codziennego rytmu. Nasze oczekiwania są duże, ogromne. Zwłaszcza po wakacjach spodziewamy się wiele. Ale jeśli już opalaliśmy się na egzotycznych plażach, nurkowaliśmy wśród bajecznie kolorowych raf, zwiedziliśmy większość świątyń i muzeów, pojawia się pytanie – co dalej? Gdzie jeszcze można pojechać? Co jeszcze zobaczyć? Świat, na szczęście, jest pełen niespodzianek. Poniżej kilka z nich, tylko dla odważnych, wytrwałych odkrywców:

  • Indonezja, Bali: obrządki, jaka to religia?

W miejscowości Bangli w środku Bali mieszka religijna rodzina. Ojciec jest wioskowym szamanem. Dom wybudowano zgodnie z zasadami ich wierzeń. Składa się on z kilku pawilonów i wielkiej, ozdobnej bramy. Dobre duchy zamieszkujące to miejsce na równi z gospodarzami codziennie mogą liczyć na drobne ofiary – kwiaty, cukierki czy owoce. Może to właśnie przekupione tymi darami decydują się nieść ludziom wszelką pomyślność? W domu szamana w Bangli można zatrzymać się na noc lub dwie. Jego żona prowadzi lekcję gotowania według tutejszych zasad. Można też spróbować swoich sił w wytwarzaniu oleju kokosowego. Najciekawsze są tradycje, przekazywane od niezliczonych pokoleń. My, ludzie zachodu, którzy wszystko chcieliby mieć uporządkowane, pytamy – jaka to religia? Hinduizm, buddyzm, animizm? To lokalne wierzenia balijskie, inne w każdej wiosce. Może duchy są takie opiekuńcze, bo mają pod sobą jedną tylko miejscowość?

Dom Kadeka

  • Tanzania, Zanzibar: Freddie Mercury, skąd się bierze muzyka?

Tego legendarnego muzyka nie trzeba nikomu przedstawiać. Mimo tego mało kto wie, że urodził się on na wyspie Zanzibar. Wtedy była to kolonia brytyjska. Lata szkolne spędził w Indiach – również ówczesnej brytyjskiej kolonii. Po wojnie na Zanzibarze w roku 1964 cała jego rodzina przeniosła się do Londynu. Na Zanzibarze w mieście Stone Town można oglądać miejsca, w których upłynęło jego wczesne dzieciństwo. Dźwięki, które mu wtedy towarzyszyły, nadal są słyszalne w tym niezwykłym zakątku. Nie ma lepszego sposobu by kogoś poznać, niż wsłuchać się w to, w czym dorastał. W Stone Town mieści się pałac sułtana, arabski fort, katedra, łaźnie czy targ niewolników. Inaczej patrzy się na te zabytki z myślą, że stanowiły one tło dla czyjegoś niezwykłego dorastania.

Zanzibar

  • Filipiny: wyrak czyli tarsjusz, a czego tu się bać?

Tarsjusz czyli wyrak to sympatyczne zwierzę, a jednak wygląda jak rodem z horroru. Co więcej, śpi zawsze z jednym okiem otwartym – a że jego oko ma 3 cm średnicy wobec 15 cm długości całego ciała, efekt jest naprawdę piorunująco – niesamowity. Tarsjusz to małpiatka, jeden z najmniejszych ssaków naczelnych. Są niebywale sprytne, nauczyły się porozumiewać wydając ultradźwięki, których nie słyszą ani ich ofiary, ani naturalni wrogowie. Wyraki słyszą dźwięki aż do częstotliwości 90 kHz – czyli są wrażliwsze nawet, niż nietoperze! Do tego ten wygląd – jak gremlin, gargulec, chimera czy inna postać z baśni (z niekoniecznie pozytywnym zakończeniem). Tarsjusz źle znosi niewolę, dlatego ci, którzy chcą poznać bliżej te stworki, muszą wybrać się na spacer z przewodnikiem po filipińskiej dżungli. My polecamy szczególnie wyspę Bohol i rezerwat Corelli.Filipiny - Bohol

  • Malezja: Orang Asli, kto był tu pierwszy?

Mieszkańcy Malezji to Malajowie, Hindusi i Chińczycy. Jednak w regionie Wzgórz spotkać można ludzi, którzy nie należą do żadnej z tych narodowości. Są to rdzenni mieszkańcy tych ziem, nazywani Orang Asli. Dosłownie znaczy to „autochtoni” czy ”tubylcy”. Mniejszość ta nie jest jednorodna. Dzieli się na 19 grup etnicznych, z których każda ma swój własny język i kulturę. Członkowie najstarszej i zarazem najmniejszej grupy plemion Orang Asli, która przybyła na teren północnej Malezji z Andamanów około 10 tys. lat temu, charakteryzują się ciemną skórą i kręconymi włosami oraz prowadzą (nadal!) koczowniczy tryb życia. Biorąc pod uwagę rządowe próby zmierzające do edukowania i kształcenia tych ludzi, musi zaskakiwać fakt, że Orang Asli mają swoją stronę na facebooku! A mimo tego nie każdemu jest dane ich poznać. Trzeba wiedzieć gdzie i jak szukać, by napotkać na to jedno z nielicznych plemion na świecie, kultywujące pradawne obyczaje.

Malezja

  • Wietnam: Cu Chi, ile przetrwa pamięć?

Tunele Cu Chi wydrążono w czasie I Wojny Indiochińskiej. Tak nazywa się konflikt między Francją a Wietnamem po zakończeniu II Wojny Światowej. Po inwazji Stanów Zjednoczonych na Wietnam tunele rozbudowano. Podobno ich długość sięgała aż 300 kilometrów! Pełniły one funkcje podziemnego schronu, szpitala, pomieszczeń administracji i wiele, wiele innych. Armia USA długo nie wiedziała nawet o istnieniu tunelów. Dlatego mobilność armii wietnamskiej stanowiła dla Amerykanów zagadkę i zaskoczenie. Oczywiście, podejmowano wiele prób zniszczenia schronów – były one mniej lub bardziej nieudolne, ale wszystkie nieudane. Wietnamczycy chronili wejścia na liczne, przemyślane i okrutne sposoby. Przebywającym pod ziemią doskwierało gorąco, pasożyty, choroby, pająki, skorpiony i szczury, a zapewne to tylko początek długiej listy plag. Dziś dla zwiedzających jest udostępnione około 100 metrów tunelu. To miejsce jest ważne dla pamięci o okrucieństwach wojennych, szczególnie istotnych w przypadku starć tak kontrowersyjnych, jak wojna w Wietnamie.

Wietnam

  • Japonia, Takajama: czy cudze bóstwa są wobec nas opiekuńcze?

W Japonii granice miedzy religiami są nieostre, płynne. Na jednym terenie obok siebie mogą stać świątynia shinto i buddyjski cmentarz. Takie sąsiedztwo nikogo nie razi, nie gorszy, nie dziwi. Japończycy po urodzeniu są poddawani obrzędom shinto, ale umierają i są chowani w tradycjach buddyjskich. Taki synkretyzm religijny nie ma odpowiednika nigdzie na świecie. W świątyniach można zobaczyć tabliczkę w języku angielskim z instrukcją, jak oddać cześć  duchom zamieszkującym ten konkretny chram. To tak, jakby w kościele umieścić opis, jak się prawidłowo przeżegnać! W miejscach kultu można kupić sakiewkę, w której zamknięte są dobre demony. Sakiewki nie wolno otwierać, bo wtedy odlecą, uciekną. Oznacza to, że tylko uwięzione duchy są posłuszne i pomocne, co samo w sobie jest zaskakujące. W Takajamie jest świątynia, pod którą, w ciemności, ukryty jest klucz. By nabyć pewności, że dostąpi się nirwany, trzeba przejść przez labirynt po ciemku i znaleźć ten drobny przedmiot. Ludzie, którzy podejmują to wyzwanie, należą do różnych religii. Wszyscy, mimo dzielących ich różnic, szukają tego samego.

Japonia

  • Ekwador, Mitad del Mundo: jajko na równiku?

Próbowaliście kiedyś postawić surowe jajko na sztorc na cieńszym końcu? Tak, to jest możliwe! Nie trzeba rozbijać jajka (jak w przypadku zagadki „jajko Kolumba”). Równik to miejsce szczególne, niezwykłe. Siły Ziemi się tutaj równoważą, dlatego nasz błędnik wprost szaleje niespokojny, nie wiedząc, co się z nim właściwie dzieje. Mitad del Mundo, czyli pomnik środka świata, to obszar, gdzie możemy poczuć na własnej skórze, jak bardzo siły przyrody mają wpływ na nas, nasz organizm, nasze zachowanie czy samopoczucie. Można tu eksperymentować i doświadczyć różnych zmian w naturze, takich jak na przykład kierunek wirów wodnych. Na co dzień zupełnie o tym nie myślimy, pewne zjawiska wydają się nam oczywiste. Dlatego tym bardziej warto zobaczyć, jaki świat jest różnorodny – i przemyślany.

Ekwador

  • Bhutan, Taktsang, Tygrysie gniazdo: świątynia na szczycie świata?

Legenda mówi, że w VIII wieku Guru Rinpocze przyleciał na skałę na grzbiecie tygrysicy. Stąd nazwa Taktsang, co oznacza „Tygrysie gniazdo”. Jednak żadna opowieść nie wyjaśnia, jak zbudowano tę świątynię przytuloną do nagich skał. Podania mówią o obciętych włosach, które zamieniły się w góry. (Przypomina mi się tu polska legenda o zakonnicach wraz ze świętą Kingą, uciekających przed Tatarami. By powstrzymać atak rzuciły za siebie lusterko, a to zamieniło się w Dunajec, rzuciły grzebień i wyrósł las, rzuciły różaniec i zmienił się on w Pieniny itd). Wysokość nad doliną to około 1300 metrów w pionie. Wszystkie materiały potrzebne do wykonania budynków trzeba było wnieść na plecach. Świątynię wzniesiono w XVII wieku ogromnym wysiłkiem wielu ludzi.  Jest ona poświęcona umysłowi Guru Rinpocze. Dlatego każdy, kto zdoła tu dotrzeć, prosi o błogosławieństwo mądrości.Bhutan

  • Indie, Waranasi: miejsce idealne, by umrzeć?

5 km nadbrzeża, 2000 świątyń, 330 mln bogów i niezliczone ilości pielgrzymów. Indyjskich pielgrzymów, gdyż to, co dla Europejczyka jest kuriozum, dla wyznawców hinduizmu ma fundamentalne znaczenie egzystencjalne. Wierzący przybywają do Waranasi, by tu w czasie rytualnej ablucji obmyć się z grzechów – oraz by umrzeć. Podobno ci, którzy zakończą żywot w tym świętym mieście, mają większe szanse na przerwanie kręgu reinkarnacji. Z jednej strony śmierć oznacza początek nowego życia pod inną postacią, z drugiej – nikt nie chce przyjmować kolejnego wcielenia. Rzeki dla Hindusów są na granicy światów, stąd ich znaczenie w cyklu życia i śmierci. Dziennie na ghatach, czyli prowadzących do rzeki schodach, odbywa się kilkadziesiąt kremacji. „Odbywa się” to nie najlepsze sformułowanie, gdyż podejście wyznawców tej religii do śmierci jest raczej swobodne, naturalne. Śmierć jest niezbywalnym elementem życia i częścią codzienności.Waranasi

  • Namibia, Kolmanskop: po czym rozpoznać prawdziwy diament?

Wyciągnięty z wody zwykły kamień ocieka wodą, a diament jest suchy – to taka rada, wskazówka dla potencjalnych poszukiwaczy szlachetnych kamieni. Diament wydobyty z ziemi nie przypomina tego, jaki nosimy w pierścionkach czy kolczykach. Jest niepozorny, dość ciężki i rzecz jasna bardzo twardy. W Namibii jednak nie diamenty są najciekawsze (zwłaszcza, że większość z nich już dawno wywieziono do innych krajów). Niedaleko Luderitz znajduje się osada zwana kiedyś Kolmanskop. To opuszczone, na w pół zasypane piaskiem miejsce, przyciąga tylko najodważniejszych łowców przygód. Mieści się tam także zapomniana, nieczynna od dawna kopalnia diamentów. Podobno całe bogactwo zostało wydobyte, ale kto wie, jak jest naprawdę? Może gdzieś w szczelinach poniewierają się nadal diamentowe okruchy?

Kolmanskop

Trudno powiedzieć, jakie miejsce czy zdarzenie w podróży zaskoczyło mnie najbardziej. Ciągle liczę na to, że największa niespodzianka jest cały czas przede mną.

A w czasie Twoich wojaży, co wywołało największe zdziwienie?

Zosia

Zosia

Jestem pasjonatką, kiedy coś mnie zaciekawi zrobię wiele, by poznać to dogłębnie. Pracowałam jako przewodniczka po Krakowie i pilotka wycieczek, ale moje zainteresowania sięgają znacznie dalej niż najbliższa okolica. Zwiedziłam Europę od Lofotów po Agrigento i od południowej Hiszpanii po Petersburg. Najbardziej fascynują mnie niewielkie miejscowości poza szlakiem turystycznym, w których można znaleźć zapomniany zabytek czy zakątek. Kiedyś przygotuję i poprowadzę wycieczkę po mojej ulubionej Japonii, śladem literatury, tajemnic i magii. Za Baden-Powellem mogę powtórzyć dewizę: „Życie bez przygód byłoby strasznie głupie”.

!
Ta strona używa plików cookies.